Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

„Gułag” Tomasza Kiznego

„Gułag” Tomasza Kiznego

Tomasz Stempowski | On 29, Mar 2015

 

tomasz-kizny-gulag-okladkaWreszcie, z piętnastoletnim opóźnieniem, ukazało się polskie wydanie albumu „Gułag”, opracowanego przez Tomasza Kiznego przy współpracy Dominique Roynette. Książkę opublikowano dotychczas w siedmiu językach. Polacy, którzy z racji swojej historii powinni być tematem szczególnie zainteresowani, dostają ją dopiero w tym roku, po m.in. Hiszpanach.

„Gułag” jest jednym z najważniejszych albumów fotograficznych dotyczących historii Związku Sowieckiego, jakie kiedykolwiek wydano. Publikacji takich ukazało się zresztą niewiele. Wynika to nie tyle z zaniedbań historyków i wydawców, ile z braku odpowiednich materiałów wizualnych, zwłaszcza z epoki stalinizmu. Wybierając temat Gułagu, Tomasz Kizny podjął się trudnego zadania.

Paradoksalnie zdjęć z sowieckich obozów pracy przetrwało całkiem sporo, w sumie kilkadziesiąt tysięcy. Problem polega na tym, że niemal wszystkie powstały pod kontrolą i na potrzeby stalinowskiego reżimu. Są to przeważnie obrazy propagandowe, fotografie dokumentujące przedsięwzięcia budowlane i przemysłowe, zdjęcia zrobione na potrzeby raportów lub po prostu na pamiątkę. Zawierają wyidealizowany obraz łagrów – taki, jaki chciano pokazać obcym lub jakiego oczekiwały władze. Zbrodnie i ich ofiary nie były utrwalane na kliszy fotograficznej, a przynajmniej nie w momentach najbardziej dramatycznych. Takich obrazów po prostu nie ma lub nie zostały jeszcze odkryte.

To sytuacja całkiem odmienna od tej, z którą mamy do czynienia w przypadku drugiego dwudziestowiecznego totalitaryzmu. Po niemieckim nazizmie oprócz tysięcy obrazów propagandowych pozostały liczne fotografie pokazujące zbrodnie. I co ciekawe, zrobili je nie tylko fotografowie zwycięskiej koalicji, ale przede wszystkim sami sprawcy. Jeśliby oceniać tylko po tym, co widać na ocalałych zdjęciach, trzeba by uznać, że tylko rządy Hitlera spowodowały niewinne ofiary, natomiast reżim sowiecki był niemal bezkrwawy.

 

48490834a

 

W Państwowym Archiwum Federacji Rosyjskiej GARF znajduje się kolekcja stu pięciu albumów fotograficznych, które naczelnicy zarządów zespołów obozowych na prowincji przesyłali do centrali Gułagu w Moskwie wraz z raportami. Miały one pokazać, jak dobrze funkcjonują obozy i jak świetnie są zarządzane. Przekaz w nich zawarty był daleki od rzeczywistości, ale takiego oczekiwali zwierzchnicy. W obozach Gułagu życie straciło około dwóch milionów ludzi. Żadna fotografia nie pokazuje więźnia zmarłego z głodu i wycieńczenia. Można za to zobaczyć zdjęcia zeków pracujących w różnych gałęziach przemysłu, warsztatach, kołchozach, na budowach. Poznać wygląd łagrowych baraków, jadalni, łaźni itp. Spośród ok. 3000 fotografii z albumów, które obejrzał Kizny, tylko na kilku widać więźniów na skraju wyczerpania. Znajdują się oni jednak w szpitalu, więc i te obrazy miały potwierdzić, jak dobrze funkcjonują obozy, w tym przypadku ich opieka medyczna. Natomiast jedyne znane zdjęcia martwych więźniów przedstawiają zeków zabitych w czasie buntu w obozie Lesoriejd koło Ust-Usy w Republice Komi w 1942 roku, dwóch więźniów zabitych przy próbie ucieczki w Ozierłagu na Syberii i więźnia zamordowanego przez kryminalistów w łagrze w obwodzie czelabińskim.

Drugą grupę zdjęć przedstawiających wyidealizowany obraz Gułagu tworzą fotografie zrobione na potrzeby wydawnictw propagandowych. Wyraziste przykłady znaleźć można w ukazującym się w kilku językach periodyku „ZSRR w Budowie”, w numerze 12 z 1933 r., poświęconym kopaniu Kanału Białomorsko-Bałtyckiego. Zrobił je słynny awangardowy artysta Aleksander Rodczenko. Były to wyrafinowane fotomontaże lub starannie wyretuszowane kadry ukazujące skalę przedsięwzięcia. Z racji walorów estetycznych często reprodukuje się je w wydawnictwach poświęconych historii awangardy artystycznej i fotografii, ale trzeba pamiętać, że jednocześnie są one świadectwem nikczemności, a może tylko słabości i tchórzostwa artysty.

 

12

 

W albumie Kiznego znajdziemy też ujęcia z sowieckich filmów dokumentalnych poświęconych obozom pracy przymusowej: Sołowki w reż. A. Czerkasowa i Kołyma nieznanego reżysera. Takich filmów powstało więcej, np. Kanał Białomorsko-Bałtycki z 1933 r. w reż. Aleksandra Lemberga. Kręcono także obrazy fabularne na ten temat, jak Więźniowie Jewgienija Czerwiakowa z 1936 r. Reżim sowiecki nie ukrywał istnienia obozów, wręcz się nimi szczycił, przynajmniej do pewnego czasu.

W połowie lat dwudziestych w Bolszewie niedaleko Moskwy utworzona została nawet modelowa kolonia wychowawcza dla młodocianych przestępców. Szybko stała się sztandarowym obiektem pokazywanym zagranicznym gościom odwiedzającym Związek Sowiecki. Umieszczano ją w charakterze swoistej atrakcji w ofercie sowieckiego biura turystycznego „Intourist”. Autobusy z wymalowaną na boku nazwą tej agencji przywoziły gości chcących poznać walory sowieckiego systemu penitencjarnego. Niektórzy z nich robili w Bolszewie zdjęcia, a nawet kręcili filmy. Tych obrazów Kizny nie zamieścił w albumie. Niewiele by one jednak zmieniły. Tak jak większość pozostałych fotografii miały charakter propagandowy, choć ich twórcy mogli sobie tego nie uświadamiać.

Rozpowszechnianie obrazów zrobionych w łagrach było elementem kampanii propagandowej, w ramach której sowiecki system więziennictwa i pracy przymusowej przedstawiano jako najbardziej humanitarny na świecie. Według oficjalnych deklaracji miał on na celu nie karanie skazanych, ale „pieriekowkę”, czyli „przekuwanie” ich świadomości poprzez pracę. Dzięki reedukacji mieli stać się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa. Ta mistyfikacja, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością, zyskała niemały poklask na zachodzie Europy. Zakończenie takiej polityki propagandowej przyniosły dopiero zmiany w sytuacji wewnętrznej Związku Sowieckiego i nasilenie terroru w 1937 r.

Istnieje niewielka liczba fotografii Gułagu, które zostały wykonane poza bezpośrednią kontrolą państwa sowieckiego. Takie zdjęcia zrobili zwolnieni z obozów po śmierci Stalina Polacy i obywatele krajów bałtyckich. Pokazują one łagry z drugiej strony drutów i z pewnej odległości. Takie właśnie obrazy zarejestrowali dwaj Polacy zwolnieni w 1955 r. z obozów Workuty: Stanisław Kiałka i Bernard Grzywacz. Z pobliskiego wzniesienia sfotografowali łagier przy kopalni węgla nr 9-10.

Rodzi się pytanie: skoro większość zdjęć zreprodukowanych w albumie pokazuje fałszywą wizję Gułagu, to po co je pokazywać? Czy można się z nich dowiedzieć czegoś prawdziwego i wartościowego? W jaki sposób patrzeć na te kadry i jak je interpretować?

Przede wszystkim, oglądając zdjęcia Gułagu dzisiaj, dysponujemy znacznie większą wiedzą niż kilkadziesiąt lat temu. Nie jesteśmy zdani na same obrazy. Literatura poświęcona sowieckim represjom i propagandzie jest dość bogata, trzeba do niej tylko sięgnąć. Czytelnik albumu znajdzie w nim także pomocne teksty. Wstępy wybitnych historyków Nicolasa Wertha i Normana Davisa, działacza praw człowieka i były radzieckiego dysydenta Siergieja Kowalowa oraz samego autora dostarczają narzędzi do świadomej lektury zdjęć. Gdy przyjrzymy się im tak przygotowani, zdołamy przebić się przez propagandowe intencje ich twórców. Zobaczymy w nich rzeczywistość (a przynajmniej jej fragment), nie model ideału. Podobnie jak w przykładzie fotografii wygłodzonych więźniów leżących na łóżkach szpitalnych. Zdołaliśmy w nich dostrzec przyczynę ich stanu, a nie efektywność obozowej służby medycznej, jak chcieliby sowieccy urzędnicy.

 

tomasz-kizny-gulag-2

 

Wiele także można wywnioskować ze spojrzenia na kolekcję obozowych zdjęć jako na pewną całość. Wtedy nie tylko to, co w niej jest, ale także to, czego w niej brakuje, okazuje się znaczące. Wiedza, jakie wizerunki system tworzył, jakie eliminował i na ile był w tym skuteczny, pozwala na lepsze zrozumienie zasad jego funkcjonowania. Na przykład to, że w wewnętrznych, tajnych przecież raportach, tworzonych na użytek zarządu Gułagu, przekazywane były wyidealizowane, fałszywe obrazy z obozów, uświadamia skalę zakłamania. Co więcej, okazuje się, że okłamywany był nie tylko świat zewnętrzny, iluzja tworzona była także, a może nawet przede wszystkim, na własny użytek.

Jak obraz ten był i jest sugestywny, pokazują współczesne przykłady odczytania fotografii z łagrów jako świadectwa ich humanitaryzmu. Na przykład we wpisie z października 2013 r. na rosyjskojęzycznym blogu na portalu livejournal.com (dostępne tutaj) niejaki aloban75 zamieścił 27 obozowych zdjęć opatrzonych następującym komentarzem:

A oto i Gułag. Zwykłe robocze obozowe życie. Żadnych okropności. W rzeczywistości nigdy ich nie było, chyba że w fantazji utalentowanych inaczej indywiduów typu stukacza Wietrowa (Sołżenicyna) i jemu podobnych. Fotografie pokazują po raz kolejny, że tak zwane stalinowskie obozy to normalne wychowawcze obozy pracy.

 

tomasz-kizny-gulag

 

Są w albumie Kiznego zdjęcia bezwzględnie prawdziwe. To obrazy utrwalone przez samego autora, który odwiedził miejsca dawnych obozów i odszukał byłych więźniów. Te kadry pokazują przede wszystkim zanikanie śladów przeszłości. Stanowią ogniwo łączące tragiczną przeszłość, którą wielu chciałoby wymazać z pamięci społeczeństwa, z teraźniejszością i miejmy nadzieję z przyszłością. Są ważnym dokumentem, ale także czymś więcej. Walory estetyczne wielu z nich każą je umieścić w polu sztuki, mimo że ich autor gwałtownie odżegnuje się od takich określeń.

WP_20150317_035a17 marca 2015 r. w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” w Warszawie odbyło się spotkanie promocyjne albumu z udziałem autora, działacza praw człowieka i były radzieckiego dysydenta Siergieja Kowalowa, francuskiego historyka Nicolasa Wertha oraz prof. Andrzeja Paczkowskiego w roli prowadzącego. Uczestnicy rozmawiali nie tylko o samej książce i zamieszczonych w niej fotografiach, podjęli też próbę określenia istoty sowieckiego systemu represji oraz konsekwencji jego istnienia dla współczesnych. Siergiej Kowalow, aby przedstawić te zagadnienia, posłużył się oryginalną metaforą: Jeśli chcielibyśmy uzyskać odmianę zboża odporną na jakąś chorobę, to moglibyśmy zarazić nią rośliny. Większość by obumarła, ale jakaś część okazałaby się odporna i przetrwała. Teraz moglibyśmy obsiewać pola nową, odporniejszą odmianą zboża. W tej kalkulacji nie liczą się straty, tylko cel uzyskania lepszego gatunku. Tak samo Stalin i komuniści traktowali ludzi. Bez względu na koszty i cierpienia chcieli stworzyć nowego człowieka.

Kowalow uważa, że ten eksperyment Stalinowi w dużej mierze się udał. Stworzył człowieka sowieckiego i konsekwencje tego determinują historię Rosji także dziś. Wielu Rosjan, mimo że system stalinowski, i radziecki w ogóle, przyniósł im wiele cierpień, odnosi się do niego z nostalgią. Jak to możliwe? Kowalow przywołał bajkę teatralną Eugeniusza Szwarca z 1944 r. pt. Smok: Pewne miasto jest gnębione przez smoka, a jego mieszkańcy muszą składać mu ofiary z młodych kobiet. Na ratunek przybywa dzielny rycerz Lancelot. Okazuje się jednak, że jego wysiłki spotykają się z oporem mieszkańców, którzy przywykli już do smoka i sami używają jego metod. Gdy Lancelot w walce zabija smoka, niewiele się zmienia. Ktoś inny zajął miejsce potwora. Smoka trzeba zabić także w każdym z ludzi. Tak właśnie wygląda sytuacja w Rosji.

WP_20150317_029aProblemem współczesnej Rosji jest stosunek do przeszłości. Nie została ona odpowiednio przepracowana. To sytuacja odmienna od tej, z którą mamy do czynienia np. w Niemczech. Mimo wszelkich zastrzeżeń co do przemian zachodzących w niemieckiej pamięci historycznej świadomość zbrodni nazistowskich jest w niej obecna na wielu poziomach. W przestrzeni publicznej stosunek do nich jest jasno określony. Rosjanie mają z tym kłopot.

Profesor Werth opowiedział o swojej niedawnej wizycie w Magadanie, gdzie przybywali więźniowie skierowani do obozów Kołymy. W jednej z restauracji zapytał młodą dziewczynę, czy wie, co to jest gułag. Odpowiedziała, że tak – to taki zespół muzyczny.

Album „Gułag ”nie był jedynym spotkaniem Tomasza Kiznego z tematyką stalinowskich represji. W 2013 r. przygotował on wystawę „Wielki Terror 1937-1938”, o której pisałem już w Fototekście (tutaj i tutaj). Niedługo potem opublikował też album ze zdjęciami z tej ekspozycji. Miejmy nadzieję, że Tomasz Kziny także w przyszłości będzie się zajmować Rosją. Tylko dzięki nieprzerwanemu przypominaniu sowieckich łagrów pamięć o nich może zostać zachowana, a czasami nawet odbudowana.

 

Zdjęcia z kolekcji Tomasza Kiznego można obejrzeć na wirtualnej wystawie Gulag na stronie The Museum on Communism  – tutaj.

Wywiad z Tomaszem Kiznym na temat albumu dostępny jest na stronie Polskiego Radia – tutaj.

 

Tomasz Kizny, współpraca Dominique Roynette, Gułag, Instytut Pamięci Narodowej i Fundacja Picture Doc, Warszawa 2015, 496 s.

 

SPIS TREŚCI

Wstępy:

Norman Davies – Praca i śmierć

Siergiej Kowalow – Długi cień Gułagu

Nicolas Werth – Niewolniczy system

Mapa wszystkich zespołów obozowych, jakie istniały w latach 1923–1967 Wykaz zarządów obozów w latach 1923–1960

Tomasz Kizny – Fotografie Gułagu. Obraz i pamięć

Sołowki 1923–1939

Biełomorkanał 1931–1933

Ekspedycja Wajgacka 1930–1936

Teatr w Gułagu Kołyma 1931–1960

Martwa Droga 1947–1953

Workuta 1931–1960

Noty historyczne

Indeks nazwisk

Źródła fotografii

Słownik skrótów i terminów

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz