Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

„Podludzie, bandyci, bestie”. Obraz Polaków i Żydów na niemieckich fotografiach okresu okupacji

Tomasz Stempowski | On 01, Gru 2012

 

1 września 1939 granicę Polski przekroczyły wojska niemieckie uzbrojone w czołgi, samoloty i… aparaty fotograficzne. Ta nowa nietypowa broń znalazła się na froncie zarówno na skutek odgórnych rozkazów naczelnego dowództwa Wehrmachtu, jak i z inicjatywy zwykłych żołnierzy. Oczywiście nie po raz pierwszy fotografowie pojawili się na polu bitwy. Byli na nim już w 1854 roku w czasie wojny krymskiej. Jednak podczas drugiej wojny światowej wykorzystanie fotografii przybrało formy i rozmiar nieporównywalne do niczego, co było wcześniej.

Przede wszystkim w strukturze armii niemieckiej utworzone zostały specjalne oddziały korespondentów wojennych, których zadnie polegało na dostarczeniu materiału dla celów propagandy. W ich skład weszli zmobilizowani dziennikarze, radiowcy, operatorzy filmowi i oczywiście fotografowie, którzy w warunkach wojny stawali się żołnierzami wykonującymi rozkazy zwierzchników. Często dostawali oni ścisłe instrukcje, co mają sfotografować. I choć to oni decydowali, kiedy nacisnąć przycisk zwalniający migawkę aparatu, nie od niech zależało na co był skierowany jego obiektyw. Można zaryzykować tezę, że zdjęcia wykonane przez fotografów KP mają co najmniej dwóch autorów – urzędnika Ministerstwa Propagandy i Oświecenia Publicznego, który określał temat zdjęcia, i frontowego fotografa, który wypełniał zlecenie konkretną treścią.

Dlatego obrazy uchwycone przez wojskowych fotografów, odpowiadają komunikatom zawartym w innych formach propagandy. Ciekawym przykładem takiej homogeniczności różnych form przekazu jest tekst niejakiego Amphletta Mit Kamera an den Feind![1],czyli po polsku „Z kamerą na wroga”, zamieszczony w zbiorze wspomnień żołnierzy Luftwaffe wydanym w 1940 roku pod tytułem Mit Bomben und MG’s über Polen. PK Kriegsberichte der Luftwaffe, czyli „Z bombami i karabinami maszynowymi nad Polską”. Jest to relacja z wyprawy dwóch fotografów Kompanii Propagandowej w rejon frontu niemiecko-polskiego, która zawiera dokładnie te same elementy, co typowe fotografie. W czasie swej misji fotografowie widzą opuszczone domy, zniszczenia wojenne, uszkodzony i porzucony sprzęt wojenny, martwych polskich żołnierzy, groby bezimiennych polskich żołnierzy, starannie oznaczone groby żołnierzy Wehrmachtu, kolumny polskich jeńców. Żołnierze Kompani Propagandowych widzieli zatem dokładnie to, co zgodnie z instrukcjami powinni zobaczyć.

Ale nie tylko oni robili zdjęcia. Także żołnierze innych formacji wojskowych mieli ze sobą aparaty fotograficzne. W latach trzydziestych Niemcy były światową potęgą w przemyśle fotograficznym. Względnie niska cena aparatów sprawiła, że jak się szacuje, miał je co dziesiąty Niemiec[2]. Nie dziwi więc, że wielu żołnierzy wyruszających na front zabierało je ze sobą. Było to możliwe także dzięki pojawieniu się na rynku bardzo dobrych niedużych aparatów małoobrazkowych na kliszę zwojową. Obsługa i przewożenie takiego sprzętu nie sprawiały żadnego problemy, a uzyskiwane zdjęcia były bardzo dobrej jakości.

Fotografie spełniały w życiu żołnierzy dość istotne funkcje. Dla wielu stanowiły jeden ze sposobów utrzymywania kontaktu z rodziną. Dołączone do listów, pozwalały na pokazanie najbliższym świata i zdarzeń, które trudno było opisać słowami. Były także pamiątką wojennych przeżyć i czymś w rodzaju trofeum. Nic więc dziwnego, że chcieli je mieć także ci, którzy nie posiadali własnych aparatów. Kupowali oni odbitki od kolegów lub nawet od profesjonalnych zakładów fotograficznych, które wyczuwszy rynkowe zapotrzebowanie tworzyły serie zdjęć przeznaczone dla poszczególnych jednostek wojskowych. Później te zdjęcia trafiały do pamiątkowych albumów.

Tworzenie albumów było wśród żołnierzy niemieckich utrwalonym zwyczajem[3]. Na rynku były gotowe albumy z okładkami o motywach wojskowych oraz stereotypowymi napisami, np. „Meine Dienstzeit”. Zdarzało się, że dla niektórych oddziałów wydawano drukowane albumy z reprodukcjami zdjęć przedstawiających działalność tych jednostek, z gotowymi formułkami pamiątkowymi i rubrykami na wpisanie danych żołnierza, czasu jego służby oraz na podpis dowódcy. Fotografie zebrane w takich albumach pokazywały najważniejsze wydarzenia z okresu służby: uroczystości, ćwiczenia, życie w koszarach.

Albumy skomponowane przez samych żołnierzy pokazują z reguły nieco szerszą gamę tematów. Wzbogacone są o motywy, które wydały się interesujące twórcy. W przypadku albumów z okresu wojny prowadzi to czasem do szokujących zestawień: obok zdjęć zabitych ludzi umieszczone zostają fotografie krajobrazu czy szczeniaka, którym zachwycił się żołnierz. Mimo indywidualnych różnic pomiędzy poszczególnymi fotografami łatwo wskazać na liczne podobieństwa. Nierzadko zresztą były one komponowane nie z fotografii wykonanych przez właściciela albumu i jego kolegów, ale ze zdjęć dostarczanych przez komercyjne zakłady fotograficzne. W zbiorach GKBZpNP przechowywanych w IPN zachowała się ulotka handlowa fotografa Ericha Körbera z Legnicy, który oferował kilkadziesiąt fotografii obrazujących szlak bojowy 18. dywizji Wehramchtu z okresu od 24.08 1939 do 14.10.1939 (Kriegsfotos aus dem Bereich der 18 Div. in Polen)[4].

Autorzy wystawy poświęconej żołnierskim fotografiom Foto-Feldpost. Geknipste Kriegserlebniss 1939-1945[5], Peter Jahn i Ulrike Schmiegelt podzielili zdjęcia z prywatnych albumów żołnierzy na dziesięć grup tematycznych: „Autoprezentacja: ja i grupa” [Selbstdarstellung: Ich und die Gruppe], „Żołnierskie zajęcia i sprzęt” [Soldatenarbeit und Arbeitsgerät], „Dzień powszedni żołnierza” [Soldatenalltag], „Dzień świąteczny” [Besonderetag], „Obce kraje” [Fremde Länder], „Tubylcy” [Einheimische], „Zniszczenia” [Zerstörung], „Jeńcy” [Kriegsgefangene], „Zmarli – Zamordowani” [Getötete – Ermordete], „Groby bohaterów” [Heldengräber]. Jak widać, jest to mniej więcej ten sam zestaw tematów, które odnaleźliśmy w fotografiach Kompani Propagandowych, i o których pisał Amphlett.

Dwie przedstawione wyżej grupy wytwórców zdjęć: kompanie propagandowe Wehrmachtu i zwykli żołnierze, pozwalają na sformułowanie tezy o istnieniu dwóch odrębnych, ale powiązanych ze sobą, nurtach fotografii niemieckiej tego okresu. Pierwszy z nich możemy nazwać fotografią urzędową, drugi – fotografią prywatną. Najważniejszą cechą pierwszego jest to, że , mówiąc najogólniej, pozostaje na służbie aparatu państwowego i realizuje cele wyznaczone przez jego różne agendy. Fotografia prywatna natomiast, przynajmniej w założeniu, odpowiada na potrzeby poszczególnych jednostek, a jej treść i forma zależą od decyzji podejmowanych przez konkretnych ludzi.

Ten schematyczny podział, widoczny już w odniesieniu do zdjęć z terenów Polski zrobionych na początku wojny, aktualny jest także później. Okupacja pociągnęła za sobą rozwój niemieckiego aparatu administracyjnego i instytucji policyjnych, które dla własnych celów wciąż wytwarzały dokumentację fotograficzną. Cały czas z różnych pobudek zdjęcia robili także przybywający na terenie Polski Niemcy.

Jednym z tematów, który często pojawia się na niemieckich zdjęciach z początku drugiej wojny światowej są wizerunki mieszkańców Polski: Polaków, Żydów, Ukraińców, Białorusinów oraz Niemców. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, wojna prowadzona poza własnymi granicami była także sposobem podróżowania i poznawania obcych krajów. Wehrmacht był nawet później żartobliwie nazywany największym niemieckim biurem podróży. Żołnierz niemiecki, kiedy nie walczył, był w pewnym stopniu turystą, i chyba trochę tak się czuł. To dlatego brał ze sobą aparat fotograficzny, a do albumu wklejał nie tylko zdjęcia sprzętu wojennego, zniszczeń, jeńców i kolegów, ale także zabytków, krajobrazów i ludzi, których spotkał. To jak ich przedstawiał może nam wiele powiedzieć o nim samym oraz o systemie nazistowskim.

Nim jednak przystąpimy do analizy samych zdjęć, koniecznie trzeba zrobić jedno zastrzeżenie. Przedmiotem  analizy będzie nie tylko obraz. Fotografie występują z reguły w towarzystwie słów, albo w jakimś kontekście instytucjonalnym lub sytuacyjnym, który sprawia, że są interpretowane w pewien określony sposób. Pozbawione tego kontekstu, czy po prostu podpisu, mogłyby mieć zupełnie inne znaczenie, nawet przeciwne do nam znanego.

W tytule tego tekstu pojawiły się trzy słowa: podludzie, bandyci, bestie. Wszystkie pochodzą z niemieckiego albumu zawierającego zdjęcia zrobione od 1939 do 1943 roku, i wszystkie odnoszą się do Polaków. Album należał do osoby o specjalnych kwalifikacjach – niemieckiego policjanta SS-Oberscharführera Hermanna Baltruschata, który wkroczył do Polski w szeregach specjalnego oddziału policji bezpieczeństwa – 1. plutonu Einsatzkommando III należącego do Einsatzgruppe V – a później był funkcjonariuszem gestapo w Kutnie, Inowrocławiu i Poznaniu.

Oficjalnie zadaniem grup operacyjnych policji bezpieczeństwa było zwalczanie wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich w kraju nieprzyjacielskim na tyłach walczących wojsk[6]. W rzeczywistości zakres ich działań oraz sposób ich wykonania wykraczały poza nakreślone formalnie ramy i obejmowały realizację nazistowskiej „polityki narodowościowej”, co w praktyce oznaczało represjonowanie, wysiedlenie i wymordowanie tysięcy ludzi. Ważnym elementem tych działań była eliminacja warstw przywódczych narodu polskiego, za które uznano inteligencję, duchowieństwo, arystokrację i kadry kierownicze, oraz rejestracja, wygnanie na tereny zajęte przez sowiecką Rosję lub przesiedlenie do gett ludności żydowskiej.

Przynależność Baltruschata do grup operacyjnych policji i praca w gestapo mogą sugerować, że zdjęcia, które robił, i podpisy, jakimi je opatrywał, są zupełnie wyjątkowe i odzwierciedlają punkt widzenia wąskiej grupy funkcjonariuszy nazistowskiej policji i SS. Jednak podobne fotografie i takie same określenia możemy znaleźć w wielu innych miejscach. Albumy żołnierzy, używany przez nich język i dobór tematów są do siebie bardzo podobne. Ta jednorodność nie jest przypadkowa i warto się jej przyjrzeć.

Zdjęcia przedstawiające Polaków i Żydów mieszkających na terenach zajętej przez wojska niemieckie Polski można podzielić na kilka kategorii. W ramach wyodrębnionych wcześniej grup fotografii urzędowych i prywatnych da się wyszczególnić podgrupy zdjęć zbliżonych pod względem tematu i formy.

Dużą grupę fotografii wśród zdjęć zrobionych przez żołnierzy niemieckich w czasie kampanii wrześniowej, a także w okresie późniejszym, są fotografie Żydów. Byli oni przedmiotem zainteresowania zarówno fotografów kompanii propagandowych Wehrmachtu, jak i zwykłych żołnierzy. Antysemityzm stanowił jeden z głównych elementów doktryny nazistowskiej, i wątki antysemickie były obecne w propagandzie niemieckiej od dawna. Żołnierze wkraczający do Polski mieli zatem często w świadomości ukształtowany stereotyp Żyda. Robiąc fotografie, odwoływali się do niego, szukając jego potwierdzenia. W Niemczech funkcjonował silnie zakorzeniony pejoratywny stereotyp Żyda wschodnioeuropejskiego, tzw. Ostjude. Miał on się cechować określonym wyglądem i cechami charakteru. Taki stereotypowy Żyd był wyznawcą tradycyjnego judaizmu lub chasydyzmu, ubranym w długi chałat, noszącym brodę i często pejsy. Jego wygląd miał być przy tym zaniedbany, a strój zniszczony i brudny. W Niemczech większość Żydów była zasymilowana i nie nosiła tradycyjnych strojów i fryzur. Podobizny tradycyjnie ubranych Żydów, w skarykaturyzowanej formie, rozpowszechniały za to antysemickie wystawy i wydawnictwa, z publikowanym przez Juliusa Streichera tygodnikiem „Der Stürmer” na czele. Dobrym przykładem takiej antysemickiej karykatury jest plakat wystawy „Der ewige Jude” („Wieczny Żyd) pokazywanej od listopada 1937 do stycznia 1938 roku w Muzeum Niemieckim w Monachium.

Inaczej było w Polsce, gdzie duża część społeczności Żydowskiej była wierna tradycyjnym zwyczajom i ubiorowi. Co więcej, powszechna bieda powodowała, że odzież wielu Żydów była zniszczona. Dlatego niemieckim żołnierzom łatwo było znaleźć osoby wyglądem zewnętrznym zbliżone do stereotypowych obrazów zaszczepionych im przez propagandę antysemicką. W Polsce zmuszali do pozowania przed obiektywami aparatów Żydów, którzy najbardziej przypominali ich wyobrażenia. Wpływ propagandy antysemickiej na postrzeganie ludności żydowskiej przez żołnierzy jest łatwo zauważalny w listach jakie pisali do domów. Pewien grenadier z 48. Pułku Piechoty relacjonował: „spotkaliśmy noszących chałaty Żydów, których wcześniej mogliśmy zobaczyć na rysunku w „Der Stürmer””[7]. Inny pisał o Żydach: „W Polsce można zobaczyć te bestie w ludzkiej postaci. Ze swoimi brodami i chałatami, diabelskimi rysami twarzy robią na nas okropne wrażenie. Każdy, kto nie był radykalnym przeciwnikiem Żydów, musi nim zostać. W porównaniu z polskimi Żydami chałatowymi, nasze własne żydowskie pijawki [ w Niemczech] są owieczkami”[8].

Istotnym elementem niemieckiego stereotypu, było przekonanie, że Żydzi unikają pracy. Dlatego po wkroczeniu do Polski żołnierze i policjanci zmuszali Żydów do wykonywania poniżających i często bezsensownych czynności: przenoszenia ciężarów, wyrywania trawy spomiędzy kamieni brukowych, zamiatania ulic. Czasami robili to specjalnie w celu sfotografowania. W albumach niemieckich i tych wytworzonych instytucjonalnie i tych prywatnych wiele jest podobnych zdjęć. Podpisy, którymi je opatrywano powtarzają treści rozpowszechniane przez propagandę, a w niektórych przypadkach same tworzą przekaz propagandowy.

Dobrym przykładem jest zdjęcie zamieszczone w oficjalnym albumie Samodzielnego Plutonu Propagandowego Lotnictwa „Prusy Wschodnie”. Fotografia pokazuje Żyda w tradycyjnym stroju stojącego przy gruzach budynku w zdobytej przez wojska niemieckie Warszawie. Fotografii towarzyszy specjalna metryczka zawierająca informacje o autorze, czasie i miejscu wykonania zdjęcia, a także podpis zawierający przekaz propagandowy. Autorami takich podpisów nie byli wcale fotografowie, lecz żołnierze oddziałów propagandowych wyspecjalizowani w pracy literackiej. Tekst, który napisali, podpisywali swoim nazwiskiem, co może świadczyć o tym, że podpis zdjęcia uznawano za tak samo ważny jak obraz. Miał on duże znaczenie dlatego, że wraz ze zdjęciem mógł zostać przekazany do prasy i opublikowany. Więc tak naprawdę on decydował, jak zdjęcie będzie interpretowane. Podpis do zdjęcia, o którym mówimy, stworzył podporucznik Hadamovsky. Brzmi on: „Ten Żyd zdaje się mówić: czy powinienem usunąć kamienie i pracować po raz pierwszy w życiu?”.

Żołnierze i policjanci Żydów nie ograniczali się jedynie do zmuszania ludności żydowskiej do wykonywania różnych prac. Niejednokrotnie znęcali się nad nimi fizycznie, obcinali brutalnie brody, kazali tańczyć, modlić się na pokaz, wypijać duże ilości alkoholu itp. Wszystko to uwieczniali na fotografiach, które zabierali do domu i wklejali do pamiątkowych albumów. Przykłady można mnożyć. Czasami kompozycja takich albumów bywa szokująca. W tym samym tomie znajdujemy fotografie, które są trudne do zestawienia, a świadomość, że zestawił je obok siebie ten sam człowiek budzi niedowierzania. Tak jest na przykład w przypadku pewnego albumu, w którym na jednej ze stron autor zamieścił zdjęcia trzech szczeniaków, które najwidoczniej go rozczuliły, a na innej fotografię mężczyzny stojącego w dole, podpisaną „Żyd musi kopać swój grób”.

Zdjęcia Żydów robione w okresie wojny są świadectwem działań zmierzających do stopniowego pozbawiania Żydów godności oraz wszelkich praw i postawienia ich poza społeczeństwem nie tylko niemieckim, ale także okupowanego kraju. Z czasem ten proces przybrał na sile i drastyczności. Kolejne posunięcia antyżydowskie: utworzenie i zamknięcie gett, pogarszanie warunków życia ludności żydowskiej, wywózka do obozów zagłady i eksterminacja były utrwalane na błonie fotograficznej.

Także Polacy byli postrzegani przez Niemców jako wrogowie i takie ich zdefiniowanie znalazło odwzorowanie na zdjęciach. Również w przypadku tych fotografii treść i forma były kształtowane przez wpływ propagandy. Ciekawym przykładem kreowania wizerunku wroga jest fotografia z cytowanego już albumu Samodzielnego Plutonu Propagandowego Lotnictwa „Prusy Wschodnie”. Widać na niej tekturową figurę żołnierza, prawdopodobnie używaną do ćwiczeń strzeleckich, wiszącą na żerdzi. Została ona opatrzona podpisem: „Na szubienicy wisi Rydz-Śmigły, dzielny zbiegły marszałek Polaków”. Zdjęcie wykonano jeszcze przed wybuchem wojny, ale podpis najwidoczniej powstał dopiero po opuszczeniu granic Polski przez marszałka Rydza-Śmigłego, a więc po osiemnastym września. W zdjęciu tym obecne są dwa elementy, które odnajdziemy także w wielu innych fotografiach: przekonanie, że Polacy są niebezpiecznymi wrogami, z którymi trzeba walczyć, oraz poczucie wyższości przechodzące w lekceważenie.

Jeszcze przed wybuchem wojny niemieccy żołnierze byli silnie indoktrynowani. W pierwszej kolejności odwoływano się do istniejących już w społecznej świadomości stereotypów, według których Polska była krajem zacofanym, niezdolnym do samodzielnego rozwoju cywilizacyjnego. Posługiwano się określeniem „polnische Wirtschaft”, które traktowano jako synonim chaosu i bałaganu, który rzekomo miał panować w Polsce. Polacy natomiast mieli być ludźmi zacofanymi i prymitywnymi. Do tego doszły oskarżenia o prześladowanie mniejszości niemieckiej w Polsce. Pod koniec sierpnia w kilku niemieckich gazetach ukazała się artykuł, w którym pisano o 204 aktach przemocy Polaków wobec Niemców i sześciu ofiarach śmiertelnych[9]. Autor publikacji pisał, że „prawdziwa natura Polaków przejawia się przede wszystkim w bestialskich napadach na Niemców”[10]. Także władze wojskowe w instrukcjach kierowanych do oddziałów w sierpniu 1939 roku wypowiadały się na temat Polaków. Stwierdzało m.in. że: „to tylko zgraja byle jak wyszkolonych żołnierzy, którzy nie mają żadnych szans w wojnie przeciwko wojskom Rzeszy. … polscy żołnierze są chyba najgłupsi w Europie, może oprócz rumuńskich.” „Okrucieństwo, brutalność, podstęp i kłamstwo to metody walki, które wzburzony Polak stosuje zamiast spokojnej siły”.[11] Z takiego obrazu Polaków płynęło przekonanie, że ludność cywilna jest podstępna i będzie prowadzić wojnę partyzancką z wojskiem niemieckim. Miało ono tragiczne konsekwencje w czasie działań wojennych, kiedy żołnierze niemieccy wciąż podejrzewając cywili o podstępne ataki dokonywali licznych egzekucji niewinnych ludzi. Wehrmacht bardzo szybko posuwał się w głąb kraju pozostawiając na swoich tyłach polskie oddziały, które jednak nie składały broni i nadal walczyły. Tych żołnierzy Niemcy uznawali za partyzantów. Co więcej o „strzelanie zza węgła” oskarżali też cywilów. Wśród żołnierzy panowała swoista obsesja na tym punkcie

Uprzedzenia Niemców w stosunku do Polaków znalazły odbicie w robionych przez nich zdjęciach. Znajdziemy wśród nich obrazy i towarzyszące im podpisy, będące jakby ilustracją poszczególnych tez propagandy. Spróbujmy wskazać najważniejsze z nich.

Słabość polskiej armii.

W albumach żołnierzy Wehrmachtu jednym z najliczniej reprezentowanych obrazów są fotografie polskich jeńców wojennych. Czasami są to portrety ale najczęściej zdjęcia pokazujące całe grupy wziętych do niewoli żołnierzy polskich. Mają one rzecz jasna ilustrować wyższość żołnierza niemieckiego nad polskim. Obraz fotograficzny pokazujący na przykład pojedynczych Niemców pilnujących kilkunastu lub kilkudziesięciu rozbrojonych Polaków służy udowodnieniu takiej tezy. Ale zdarzały się wyjątki od takiej retoryki. I co ciekawe były one rozpowszechniane przez niemiecka propagandę. Nierzadko przedstawiała ona Polaków jako dobrych żołnierzy, którzy mieli fatalne dowództwo, zwłaszcza to na najwyższych szczeblach. Taka łaskawość propagandy niemieckiej była spowodowana jej taktycznymi potrzebami. Po prostu nie wszystko wojskom niemieckim udawało się osiągnąć tak szybko i gładko jak zamierzali. Forsowanie tezy o skrajnej słabości polskich żołnierzy, rodziłoby pytanie, dlaczego Wehrmacht jeszcze  sobie z nimi nie poradził. Takimi względami kierowali się niemieccy propagandyści publikując portret szlachetnie wyglądającego dowódcy obrony Westerplatte majora Henryka Sucharskiego, zrobione podczas rozmów kapitulacyjnych.

Polacy to bestie mordujące folksdojczów.

Jak już mówiłem takie oskarżenia pojawiły sie jeszcze przed wojną w ramach psychologicznego przygotowywania społeczeństwa do ataku na Polskę. Po rozpoczęciu działań ta propaganda jeszcze przybrała na sile. Skoncentrowała się ona zwłaszcza na wydarzeniach w Bydgoszczy 3-4 września 1939 r., gdzie Polskie wojsko stłumiło próbę niemieckiej dywersji. Zginęło wówczas 365 osób. Niemiecka propaganda określiła te wypadki mianem bydgoskiej krwawej niedzieli. Niemcy wydali szereg publikacji na temat rzekomych polskich okrucieństw, w których podawali liczbę 58 tys. zamordowanych przez Polaków folksdojczów. W prasie i wydawnictwach propagandowych utrwalany był obraz Polaków jako przestępców. Dobrym przykładem jest broszura Polnische Blutschuld – Der Bromberger Blutsonntag1939. Być może pod wpływem takich obrazów podobne ujęcia trafiły do prywatnych albumów żołnierzy ich rodzin.

Na rezultaty nie trzeba był długo czekać. Niemieccy żołnierze, a zwłaszcza policjanci z grup operacyjnych policji bezpieczeństwa, tzw. Einsatzgruppen, zatrzymywali Polaków oskarżanych o występowanie przeciwko folksdojczom i rozstrzeliwali bądź stawiali przed sądami doraźnymi, co z reguły kończyło się tak samo. W albumach niemieckich żołnierzy można znaleźć liczne przykłady fotografii przedstawiających Polaków zatrzymanych, sadzonych i skazanych na śmierć pod takim pretekstem. Co ciekawe władze Niemieckie ścigały Polaków za przestępstwa, których mieli się dopuścić wobec folksdojczów we wrześniu 1939 roku przez cały okres okupacji.

Polacy jako partyzanci i bandyci.

Także postrzeganie Polaków jako partyzantów, czyli z punktu widzenia nazistów bandytów, wywodzi się jeszcze z przedwojennych stereotypów. W czasie działań wojennych ta partyzancka fobia skutkowała licznymi aresztowaniami i egzekucjami. Polacy oskarżeni o partyzanckie ataki byli fotografowani w sposób analogiczny jak ci oskarżeni o inne przestępstwa, np. znęcanie się nad folksdojczami. Jest to kolejna grupa zdjęć pokazująca Polaków jako przestępców. Zdjęcia te zazwyczaj pokazują pojedyncze osoby grupy mężczyzn po aresztowaniu, a czasami w czasie odbywania kary, np. w obozie koncentracyjnym. Ciekawym przykładem są dwa zdjęcia. Pierwsze pochodzi z wydanego przez niemiecki zakład fotograficzny Hansa Soennke albumu propagandowego „Befreiung Danzigs”, przedstawia grupę mężczyzn z podniesionymi rękami i jest podpisane „Polscy strzelcy zza węgła ujęci w Neufahrwasser”. Drugie pochodzi z albumu upamiętniającego wizytę Himmlera w obozie koncentracyjnym Stutthof i pokazuje więźniów przy posiłku w czasie przerwy w pracy. Na obu zdjęciach możemy rozpoznać tego samego człowieka.

Motyw, jak to określali Niemcy, polskich bandytów jest obecny na fotografiach z całego okresu okupacji. Oczywiście jednym z powodów był bezprecedensowy rozwój polskiego państwa podziemnego i zbrojnego ruchu oporu. Policja niemiecka zwalczając go dokonywała licznych aresztowań. Bardzo często osoby zatrzymane były fotografowane dla celów umieszczenia ich podobizn w kartotekach policyjnych. Zdjęcia tego typu, zwane zdjęciami sygnalitycznymi lub sygnalnymi, właściwie nie były znane publicznie i stanowiły element dokumentacji urzędowej. Ich powszechnie dziś znanym przykładem są fotografie więźniów obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Takie zdjęcia skrajnie uprzedmiotawiają człowieka, czynią z niego pozycję w ewidencji. Olbrzymie znaczenie ma też to, że były wykonywane po odpowiedniej, nazwijmy to „obróbce”. Po przyjęciu do obozy więzień był golony, przebierany w pasiaki, oznaczany numerem i takim lub innym trójkątem, i dopiero następnie fotografowany. W ten sposób sam akt robienia zdjęcia stawał się elementem swoistego rytuału inicjacyjnego, przeprowadzającego jednostkę ze świata, w którym żył dotychczas, do odhumanizowanej rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Celem tego rytuału było pozbawienie człowieka godności, oderwanie od świata ludzkich wartości i zamienienie w posłuszny przedmiot.

Polacy jako podludzie.

Pokazywanie Polaków jako elementu przestępczego ściśle wiązało się z uznaniem ich za mniej wartościowych pod względem rasowym. Rasistowska teoria o nierówności ludzi powodowanej przez ich pochodzenie etniczne stanowiła jądro nazizmu i ideologii państwowej Trzeciej Rzeszy. Według tych koncepcji najwartościowsza miała być rasa Germańska, a zwłaszcza Niemcy. Pozostałe narody, szczególnie Żydzi, Cyganie i Słowianie, a wśród nich Polacy, byli określani terminem Untermenschen – podludzie. Co więcej Niemcy uznawali, że te inne narody są dla nich zagrożeniem. Że wspólne życie z nimi na jednym terenie prowadzi do skażenia aryjskiej krwi. Niemcy powinni się wykazywać duma rasową i nie spoufalać z przedstawicielami innych ras. Na jednym z plakatów ostrzegano przed utratą tej dumy.

Taka propaganda miała tragiczne konsekwencje, w pierwszej kolejności dla Żydów, których naziści najpierw pozbawili wszelkich praw, następnie zamknęli w gettach by w końcu eksterminować w obozach koncentracyjnych i masowych egzekucjach. Ale także Polacy byli uznani za zagrożenie dla krwi niemieckiej. Wszelkie kontakty seksualne i małżeństwa miedzy Niemcami i Słowianami były oczywiście zakazane. Także Polaków starano się usunąć z terenów zamieszkanych przez Niemców. Przykładem może być akcja wysiedleń z terenów Wrthelandu, czyli zachodnich ziem polskich wcielonych bezpośrednio do Rzeszy niemieckiej. Akcji tej towarzyszyła próba podkreślania różnic rasowych, które stanowiły uzasadnienie dla podejmowanych działań. Oczywiście pogląd o nierówności ras to nieuzasadniony naukowo mit, tak naprawdę nie dający się obronić. Dlatego głosząc takie poglądy naziści musieli uciekać się do manipulacji. Dobrze widać to zjawisko na przykładzie fotografii.

W albumie dokumentującym działalność Centrali Przesiedleńczej w Łodzi, instytucji koordynującej wysiedleniom Polaków i Żydów z Kraju Warty, kilka kart poświęcono na pokazanie „typów polskich”. Na fotografiach pokazujących tych rzekomo typowych Polaków sportretowano jednak osoby biedne, ubrane w wybitnie zaniedbane stroje, oraz po prostu ułomne. Dokonano więc tej samej manipulacji, która stosowano przy portretowaniu ludność żydowskiej. Takie postępowanie, budzi nawet pewne zdziwienie, ponieważ w tym samym albumie jest dużo zdjęć, które można nazwać reportażowymi, pokazujących proces przesiedleń. Na tych drugich fotografiach też pokazani są Polacy, którzy jednak wyglądem daleko odbiegają od tych opisanych jako „typy polskie”.

Album, z którego pochodzą te zdjęcia, nie był szeroko znany. dostęp do niego miała ograniczona grupa ludzi. Podobne manipulacje jak w nim były jednak obecne także w wydawnictwach rozpowszechnianych publicznie. Zwykli Niemcy mogli się z nimi zetknąć na specjalnych wystawach, w prasie czy publikacjach propagandowych. Przykładem może być plansza z wystawy poświęconej wysiedleniom Polaków i Żydów z Kraju Warty. Widzimy na niej, jak to określali Niemcy, typy polskie i żydowskie, czyli ludzi, których udało sie wysiedlić z terenu Kraju Warty.

Wydaje się, że tego rodzaju propaganda była skuteczna. Potwierdzają to zdjęcia z prywatnych albumów, które powtarzają opisane wyżej wzorce.

Warto także zwrócić uwagę  na jeszcze jeden temat ukazywany na niemieckich fotografiach, zwłaszcza tych z kampanii wrześniowej. Chodzi o zdjęcia zabitych. Widzimy na nich zarówno martwych żołnierzy, jak i cywili – Polaków i Żydów. Ciała leżą zazwyczaj w nieładzie i odkryte. Czasami wśród rozbitego sprzętu wojennego i martwych koni. Czasem kilka ciał zostaje zebranych w jednym miejscu. Uderzają dwie rzeczy: to że w żaden sposób nie zajęto sie zabitymi, i to że w albumach brak zdjęć zabitych żołnierzy niemieckich. Oczywiście do jakiegoś stopnia tłumaczy to fakt istnienia zakazu pokazywania na zdjęciach martwych żołnierzy własnej armii, ale nie jest to wyjaśnienie wystarczające. Funkcjonował także zakaz fotografowania egzekucji dokonywanych na jeńcach i cywilach, ale nie był on przestrzegany i w czasie drugiej wojny światowej takich zdjęć niemieccy żołnierze zrobili tysiące. Wydaje się, że kierowało nimi co innego. Fotografowanie zabitego kolegi traktowali zapewne jako naruszenie godności osobistej zabitego człowieka i przekroczenie pewnego tabu. Takich oporów nie odczuwali wobec zabitych Polaków. To chyba kolejny dowód na to, że nazistowskiej propagandzie udało sie zaszczepić pogląd, że Polacy nie są ludźmi wartymi tyle samo co Niemcy.

Być może także dlatego wielu niemieckich żołnierzy i policjantów nie wzdragało się przed zamieszczaniem w prywatnych albumach zdjęć z egzekucji. A więc z samej chwili zabijania drugiego człowieka. Co więcej potrafili nawet robić sobie pamiątkowe fotografie na tle ciał zabitych. Często ofiarami byli przy tym cywile, a autorzy fotografii wiedzieli, że są oni niewinni, nawet z ich punktu widzenia. Tak było na przykład, gdy rozstrzeliwano lub wieszano zakładników albo przeprowadzano akcję odwetową. Co ciekawe takie obrazy nie trafiały do celowego rozpowszechniania w sferze publicznej. Możemy je znaleźć albo w oficjalnych raportach i albumach niemieckich instytucji policyjnych, albo w portfelach i albumach niemieckich żołnierzy. Było na nie spore zapotrzebowanie i handlowano niemi w nieoficjalnym obrocie. Jedno z takich zdjęć pokazuje egzekucję 51 mieszkańców Bochni i okolic w Lasku Uzbornia, przeprowadzoną 18 grudnia 1939 r. w odwecie za napad na posterunek policji niemieckiej dokonany przez członków organizacji Orzeł Biały. Na innym widać trzech mężczyzn powieszonych na ruchomej szubienicy na Rynku Bałuckim w Łodzi 11 listopada 1939 roku. To pierwsze zdjęcie pochodzi z albumu stanowiącego część kancelarii Hansa Franka, kopie drugiego krążyły w obiegu prywatnym wśród niemieckich żołnierzy.

Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że nie wszystkie zdjęcia niemieckie wykonane w okresie wojny przedstawiające Polaków i Żydów pokazują ich w niekorzystnym świetle. Z pewnością część fotografów nie miała złych intencji. Twarze ludzi uwiecznione na niektórych zdjęciach, ich spojrzenia i uśmiechy, świadczą, że nawiązali jakąś nić porozumienia z fotografem. Tak było w przypadku stacjonującego w Warszawie radiotelegrafisty Willego Georga, w cywilu zawodowego fotografa. Latem 1941 roku zrobił on serie zdjęć w warszawskim getcie. Sportretowani na nich ludzie wydają się swobodni i pozytywnie ustosunkowani do fotografującego.

Roześmiane i zadowolone twarze widać tez na fotografiach w wydawnictwach kierowanych do Polaków. Jest to spowodowane oczywistymi względami propagandowymi. Ma potwierdzić dobroczynny wpływ niemieckich rządów na los lokalnej społeczność oraz skłonić ją do postępowania zgodnego z intencjami okupanta. Właśnie dlatego na plakatach zachęcających Polaków do wyjazdu na roboty do Rzeszy zamieszczano fotografie pięknych dobrze ubranych i roześmianych kobiet.

Przedstawione w tekście fotografie to rzecz jasna tylko mały fragment całej produkcji fotograficznej tego okresu. W ramach krótkiej prezentacji nie sposób wyczerpać tematu. Chciałbym na koniec zwrócić uwagę na pewną kwestię związaną z omawianą tematyką. Za każdą zrobioną fotografią stoi jakaś intencja, którą kierował się jej twórca. Dla zrozumienia sensu zdjęcia musimy tę intencję odczytać, a to oznacza konieczność rekonstrukcji całego kontekstu, w którym fotografia została wykonana. Nawet jednak jeśli uda nam sie to zrobić, nie oznacza to, że wyczerpaliśmy sensy danej fotografii. Musimy pamiętać, że to samo ujęcie ma różne znaczenia dla różnych osób. Sposoby odczytania obrazu fotograficznego zmienia także czas. I właśnie ta świadomość, że tak się wyrażę, rozpiętości znaczeń fotografii, jest szczególnie inspirująca. Pozwala zauważyć szczególną dynamikę zmian historycznych i konieczność pracy poznawczej nad jej zrozumieniem. Bo czy nie jest zdumiewające, że to samo zdjęcie, dajmy na to pokazujące obcinanie brody Żydowi lub egzekucję polskiego partyzanta, dla zwykłego żołnierza Wehrmachtu było potwierdzeniem jego wyższości etycznej i cywilizacyjnej, a dla nas dziś stanowi dowód jego moralnego upadku? A jak wytłumaczyć to, że niemieccy żołnierze robili zdjęcia przeprowadzanych przez siebie egzekucji i wysyłali je do domów swoim żonom?

Świadczy to na pewno o tym, że ten sam obraz może być odczytywany na różne sposoby. Powinniśmy o tym pamiętać za każdym razem, gdy sami mamy poczucie, że sens fotografii którą widzimy jest oczywisty.



[1] Ed. A. Amphlett, Mit Kamera an den Feind! [w:] Josef Grabler, Mit Bomben und MG’s über Polen. PK Kriegsberichte der Luftwaffe, Verlag C. Bertelsmann Gütersloh, Berlin 1940, s. 196-204.

[2] P. Fritzsche, Życie i śmierć w Trzeciej Rzeszy, Kraków 2010, s. 91.

[3] Ulrike Schmiegelt, “Macht euch um mich keine Sorgern…” [w:] Foto-Feldpost. Geknipste Kriegserlebniss 1939-1945, [red.:] Peter Jahn, Ulrike Schmiegelt, Deutsch-Russisches Museum, Berlin-Karlshorst, Elefanten Press 2000, s. 24.

[4] Ulotka jest dołączona do albumu Hansa Rothenberga znajdującego się w Archiwum IPN.

[5] Foto-Feldpost. Geknipste Kriegserlebniss 1939-1945, [red.:] Peter Jahn, Ulrike Schmiegelt, Deutsch-Russisches Museum, Berlin-Karlshorst, Elefanten Press 2000, ss. 143.

[6] Kazimierz Leszczyński, Działalność Einsatzgruppen Policji Bezpieczeństwa na ziemiach polskich w 1939 r. w świetle dokumentów, „Biuletyn GKBZH w Polsce” 1971, nr 22, s. 267.

[7] A.B. Rossino, Hitler uderza na Polskę, Warszawa 2009, s. 216.

[8] Ibidem, s. 217

[9] Artykuł ukazał się 20 sierpnia 1939 w „Nationalzeitung” i został przedrukowany w „Völkischer Beobachter” i „Frankfurter Zeitung”.

[10] Por. J. Böhler, Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce, Kraków 2009, s.42.

[11] Ibidem, s. 43


Dodaj komentarz