Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Spojrzenia z Auschwitz

Spojrzenia z Auschwitz

Tomasz Stempowski | On 29, Sty 2014

 

Sześćdziesiąt dziewięć lat temu wyzwolony został niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. 27 stycznia 2014 r. na jego dawnym terenie odbyły się uroczystości rocznicowe. Z tej okazji dyrektor Muzeum Auschwitz Piotr Cywiński wygłosił świetne przemówienie, opublikowane następnie pod tytułem Spojrzenia na stronie internetowej tej instytucji.

Spośród wielu zawartych w nim wątków jeden jest szczególny. Piotr Cywiński zaczął wypowiedź od odwołania się do fotografii, a właściwie do twarzy ludzi na nich uwiecznionych.

Od tragicznych wydarzeń, które miały miejsce w obozie, dzielą nas dziesięciolecia. Pamięć o nich może słabnąć, zacierać się – to naturalne. Ale jednocześnie ta pamięć nie może zaniknąć. Nie chcemy tego. Jeszcze żyją więźniowie obozu. Oni widzieli, byli świadkami. Ale większość współczesnych zna te wydarzenia tylko z relacji, z książek i z mediów. To wiedza, którą uzyskaliśmy za pośrednictwem czegoś. Możemy ją traktować tak, jak inne informacje: z dystansem, zimno, zapisując w pamięci, ale tak naprawdę nierozumiejąc ich znaczenia. Piotr Cywiński zauważył, że fotografia pozwala nam pokonać ten dystans. Dzięki niej postrzegamy ludzi, którzy zostali zabici w obozie, bardziej rzeczywiście: Nasze spojrzenia się spotykają, ponad czasem i ponad śmiercią. Ich żal i nasz spokój nie są już dziś do pogodzenia.

O ile dane statystyczne, ogromne liczby zabitych i uwięzionych, obozowe procedury mogą być w pewien sposób niezrozumiałe i abstrakcyjne, o tyle drugi człowiek, którego widzimy na zdjęciu, jak mimo upływu kilkudziesięciu lat patrzy na nas dziś, jest rzeczywisty. Jego spojrzenie przebija się do nas i ciągle nas porusza. Fotografie nie pokazują abstrakcyjnych pojęć lecz konkret – jakieś miejsce, moment, człowieka. Dlatego, patrząc na nie, spotykamy drugą osobę, i tak jak Cywiński przywołuje dziewięcioletniego Zeiliga Jacoba, którego ujrzał na jednym ze zdjęć, my możemy przywołać innych, nawet jeśli nie znamy ich nazwisk.

Piotr Cywiński w swoim przemówieniu odwołał się do fotografii z tzw. Albumu Lili Jacob. Zawiera on 193 zdjęcia dokumentujące przybycie do obozu KL Auschwitz w maju 1944 roku transportu Żydów z ówczesnych Węgier. Wśród nich była osiemnastoletnia Lili Jacob (wówczas Zelmanovic), która trafiła tam wraz z rodziną i innymi mieszkańcami miejscowości Bilki na Rusi Zakarpackiej. Jako jedyna z rodziny przeżyła. Na koniec wojny trafiła do obozu Dora-Nordhausen, gdzie wyzwolili ją Amerykanie. Tam znalazła album, w którym, jak się okazało były zdjęcia jej bliskich i znajomych oraz jej samej. Wiele z osób uwiecznionych na fotografiach udało się rozpoznać. Jedną z nich jest też Zeilig Jacob, który na jednej z fotografii stoi na rampie obok brata.

Fotografie pozwalają nam lepiej pamiętać. To banał, ale był on kwestionowany. Claude Lanzmann uważał, że nie należy, mówiąc o Shoah, używać zdjęć archiwalnych, bo mogą one pokazać tylko fragment i przez to sfałszować obraz całości. George Didi-Huberman napisał książkę Obrazy mimo wszystko niejako w obronie fotografii jako świadectwa zagłady. Wypowiedź dyrektora Muzeum Auschwitz jest głosem w tej dyskusji, choć nie została wygłoszona z jej powodu. Jego słowa staną się argumentem dla tych, którzy wierzą, że obrazy fotograficzne, mimo wszystkich swoich wad, fragmentaryczności i wrażliwości na manipulacje, są i będą tym świadectwem, które pozwala na zachowanie emocjonalnego związku z przeszłością. Jak powiedział Piotr Cywiński: Właśnie patrząc w nieme spojrzenia sprzed siedemdziesięciu laty, zdajemy sobie w pełni sprawę, że Wielka Cisza nie nastąpi. Jest nas za wielu i wiemy za dużo.

 

Przemówienie Piotra Cywińskiego:

Spojrzenia

Nie sposób patrzeć spokojnie na twarze z Albumu Auschwitz.
Dzieci, nastolatki, rodzice, babcie, dziadkowie, całe rodziny.
Człowiek.

Twarze nieme, a jakże wymowne.
W oczach nie widać strachu,
może bardziej niepewność,
a przede wszystkim ogromny żal.

I jak tu nie poczuć, że patrząc w obiektyw esesmana,
owym niewysłowionym żalem docierają aż do nas.
Nasze spojrzenia się spotykają,
ponad czasem i ponad śmiercią.
Ich żal i nasz spokój nie są już dziś do pogodzenia.

Ileż podobnych spojrzeń noszą w swojej pamięci
przybyli tu dziś Ocalali, byli więźniowie Auschwitz,
największego niemieckiego nazistowskiego piekła na ziemi…
Dziękuję Wam za Waszą obecność.

Patrzymy w przeszłość i słyszymy wasze słowa.
Spoglądamy w przyszłość i odczuwamy lęk przed Wielką Ciszą.
Czyżbyśmy lękali się sami siebie?
Przyszłość nie jest jutro czy pojutrze.
Ona jest już dzisiaj – w naszych rękach.

Dlatego, jeśli dziś istnieje jakikolwiek niezbędny
 rite de passage w życiu człowieka,
to jest nim przejście przez pozostałości Auschwitz.
Każdy człowiek powinien przeżyć swoje własne zrozumienie.
Więcej: powinien poczuć ciężar swojej
własnej dzisiejszej odpowiedzialności.

Prowadzeni dotychczas – jakby za rękę – przez głosy Ocalałych
zbliżamy się nieuchronnie do wieku naszej własnej dojrzałości.
Dziś świat musi stać się samodzielny w swojej pamięci.

Właśnie patrząc w nieme spojrzenia sprzed siedemdziesięciu laty,
zdajemy sobie w pełni sprawę, że Wielka Cisza nie nastąpi.
Jest nas za wielu i wiemy za dużo.

Nadchodzą wielkie okrągłe, siedemdziesiąte rocznice.
Wiosną ruszyły największe w historii Trzeciej Rzeszy
transporty – węgierskich Żydów.
W niespełna trzy miesiące ponad 400 000 osób.
Wśród nich w maju przybył dziewięcioletni Zeilig Jacob,
którego spojrzenie uchwycone na rampie
stanowi dziś znak rozpoznawalny Miejsca Pamięci.
Latem SS zlikwidowała Zigeunerfamilienlager,
67.000 Żydów zwieziono do Auschwitz
z likwidowanego getta Litzmannstadt.
Warszawa wówczas płonęła i tu na tę samą rampę
przybyły całymi rodzinami cztery duże transporty z Powstania Warszawskiego.
Jesienią miał miejsce zbrojny bunt Sonderkommando.

Te wydarzenia z roku 1944 wyznaczają nam
kalendarz przygotowań do wielkiej rocznicy.

W przyszłym roku tegoż mroźnego styczniowego dnia
obchodzić będziemy siedemdziesiątą rocznicę wyzwolenia.
Wówczas powiemy Ostatnim,
że ich słowa trwale wpisały się w naszą świadomość.
Że ich ból, podobnie jak żal wpisany w twarze ofiar,
stały się immanentną częścią fundamentów naszej cywilizacji.

Zapewnimy ich również, że relikty ich piekła
– świadectwo Człowieka – są bezpieczniejsze
niż kiedykolwiek wcześniej,
dzięki wsparciu tych rządów i tych ludzi,
dla których przyszłość nie jest obojętna.

Człowiek człowiekowi los ten zgotował.
Tak, to prawda.
A zatem jedynie człowiek może człowieka
przed takim losem uchronić.
To jest ostateczna lekcja Auschwitz.
To jest imperatyw naszych czasów.
To jest ostoja naszego człowieczeństwa.

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz