Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Wielka wojna w kilku formatach

Wielka wojna w kilku formatach

Tomasz Stempowski | On 21, Mar 2015

 

Przypadająca w 2014 roku setna rocznica wybuchu I wojny światowej spowodowała wzrost zainteresowania tym wydarzeniem. Nawet w krajach, które nie brały udziału w walkach, zorganizowano okolicznościowe wystawy. W Domu Spotkań z Historią w Warszawie obejrzeć można obecnie aż dwie ekspozycje na ten temat. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się fotograficznym świadectwom wojny, która w wielu krajach została nazwana wielką.

Celem ekspozycji „Wielka Wojna na Wschodzie (1914–1918). Od Bałtyku po Karpaty. Z kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego” jest pokazanie drugiego największego frontu I wojny światowej. Jak stwierdza autor, konflikt ten kojarzony jest przede wszystkim z działaniami na froncie zachodnim. W pamięci historycznej pozostają masakry pod Ypres i Verdun oraz walki nad Marną, Sommą i Aisne. Tymczasem równie ciężkie i dramatyczne wydarzenia miały miejsce na Wschodzie. Są one jednak niemal nieobecne w świadomości nawet tych narodów, które brały udział w działaniach wojennych. Najlepszym tego przykładem jest Polska, gdzie pamięć I wojny to niemal wyłącznie losy Legionów Polskich. Dzieje kilku milionów Polaków walczących w armiach pruskiej, austro-węgierskiej i rosyjskiej pojawiają się w niej marginalnie. Dlatego, jak napisano w tekście informacyjnym na stronie DSH:

Celem ekspozycji nie jest przypomnienie przebiegu działań wojennych, ale przedstawienie funkcjonowania machiny wojennej, życia na froncie i terenach przyfrontowych – także w najbardziej codziennych aspektach – oraz skutki wojny dla ogarniętych nią ziem i ludności cywilnej. Autor rozpoczyna opowieść o Wielkiej Wojnie na Wschodzie przypomnieniem obrazu Europy Środkowo-Wschodniej przed wybuchem konfliktu. Stosunkowo mało miejsca poświęca znanej „sprawie polskiej”. Z prezentowanych materiałów wyłania się skomplikowana mozaika, którą – poza Polakami z trzech zaborów – tworzyli żołnierze z Niemiec (w tym Alzacji i Lotaryngii), wielonarodowej c.k. monarchii: Austrii, Węgier, Czech, Moraw, Słowacji, Galicji, Bukowiny, Siedmiogrodu, Słowenii, Chorwacji, Bośni, Czarnogóry, Dalmacji oraz wojsk rosyjskich, w których poza Rosjanami i Polakami walczyli Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Finowie, Niemcy inflanccy, ściągani z głębi imperium Kozacy, Kałmucy, Tatarzy, Baszkirzy. (cały tekst tutaj).

Aby to wszystko pokazać, na wystawie wykorzystano bardzo różnorodne materiały: fotografie, pocztówki, dokumenty, mapy, listy, materiały filmowe. Zaprezentowane zostały nie tylko w formie statycznych eksponatów, ale także w postaci multimedialnych prezentacji, a fragmenty korespondencji są czytane na głos.

 

 

 

Wystawa została podzielona na osiem części tematycznych. W pierwszej: „Kordony, garnizony”, krótko nakreślono sytuację polityczną przed wybuchem konfliktu zbrojnego. Druga: „Wymarsz”: poświęcona jest mobilizacji i przemarszom oddziałów udających się na front. Trzeci rozdział: „Na linii ognia”, pokazuje obrazy z różnych miejsc frontu wschodniego. Czwarty: „Życie na froncie”, prezentuje codzienność frontowego życia i jego typowe formy. W piątej części: „Sielanka na tyłach”, zebrano materiały pokazujące, jak ta codzienność wyglądała na zapleczu frontu. Rozdział pt. „Triumfy” poświęcony jest zmiennym kolejom działań wojennych na froncie. Część siódma: „Ofiary”, opowiada o tych, którzy polegli w walce, zmarli wskutek chorób i złych warunków, stracili dobytek, musieli uciekać bądź zostali wysiedleni. Ósma: „Krajobraz po bitwie”, pokazuje ogrom materialnych zniszczeń spowodowanych przez działania walczących armii.

Dom Spotkań z Historią umożliwił zapoznanie się z wystawą na swoim kanale You Tube, gdzie zmieścił wirtualny spacer po wystawie z kuratorem ekspozycji Tomaszem Kubą Kozłowskim jako przewodnikiem:

 

 

Podstawowym medium wykorzystanym na ekspozycji jest fotografia. Bardzo często w formie pocztówek, które w tym okresie stały się popularną formą utrzymywania łączności miedzy żołnierzami i ich rodzinami. Dzięki ich upowszechnieniu wiele zdjęć krążyło po Europie i przetrwało do dziś. Jednocześnie forma karty pocztowej narzucała ograniczenia, które do pewnego stopnia wpłynęły na kaleki kształt pamięci wielkiej wojny.

Większość fotografii pokazanych na wystawie odzwierciedla niemiecki i austriacki punkt widzenia, często cechujący się poczuciem wyższości w stosunku do innych narodowości. Oficjalnie akceptowane i rozpowszechniane obrazy podkreślają siłę własnej armii i słabość wrogów. Cenzura wojskowa skutecznie przeciwdziałała pokazywaniu okrucieństw. Fotografowanie ciał zabitych i okaleczonych, zwłaszcza po własnej stronie, było zabronione. Brakuje też zdjęć pokazujących bezpośrednio działania wojenne. Dominują obrazy dokumentujące monotonię służby na zajętych pozycjach, w okopach, na kwaterach i zapleczu. Czasami są one wręcz sielankowe. Kurator wystawy jest świadomy niedostatków wynikających z charakteru materiałów, którymi dysponował, i uprzedza o nich już na początku ekspozycji. Słowa jednak tylko częściowo mogą zrekompensować brak obrazów.

Druga wystawa pokazywana w Domu Spotkań z Historią, zatytułowana „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman”, prezentuje zdjęcia trzech czeskich żołnierzy służących w okresie I wojny światowej w armii austro-węgierskiej. Obecność ich nazwisk w tytule zwraca uwagę. Większość zdjęć ukazujących I wojnę jest anonimowa, tak jak te zebrane na wystawie „Wielka Wojna na Wschodzie”. Tutaj mamy do czynienia z fotografiami, których autorów znamy. Z tego względu wystawa ma niejako podwójny charakter. Z jednej strony jest opowieścią o życiu na wojnie, z drugiej prezentacją sylwetek trzech fotografów.

 

Wystawa „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman”. Fotografie Gustava Broža.

 

Gustav Brož urodził się w 1892 roku w Pradze w rodzinie urzędniczej. W kwietniu 1913 roku został powołany do wojska, a w październiku trafił do 8. Pułku Piechoty Obrony Krajowej i przeszedł przeszkolenie na oficera rezerwy. Od 2 sierpnia do 13 września 1914 roku brał udział w walkach na froncie serbskim. Latem 1915 roku został przeniesiony na front rosyjski. W czerwcu 1916 roku zdezerterował i oddał się do niewoli rosyjskiej. Jeszcze w tym samym miesiącu zgłosił się do czeskiego batalionu, a później armii serbskiej. W czerwcu 1917 roku zaciągnął się w Bobrujsku na szeregowca do 1. Czechosłowackiej Dywizji Artylerii, w której walczył do grudnia. Następnie został wraz z francuską misją wojskową przeniesiony do Rumunii. W marcu 1918 roku trafił do Czeskiej Rady Narodowej w Moskwie jako oficer łącznikowy wywiadu. W lipcu tego roku pełnił funkcję ochroniarza dowódcy wojsk interwencyjnych w Archangielsku, angielskiego generała F. C. Pole’a, a później W. E. Ironside’a. Z Archangielska wyjechał dopiero w grudniu 1920 roku, wraz z batalionem transportowym Legionu Czechosłowackiego. Przez Anglię i Francję dotarł do ojczyzny na początku 1921. Kolekcja szklanych negatywów Broža jest tym cenniejsza, że oprócz zdjęć zachował się notes zawierający opisy poszczególnych kadrów.

Jan Myšička urodził się w 1888 roku w Leškovicach. Studiował nauki przyrodnicze w Pradze. W 1913 roku zaciągnął się do armii, żeby zarobić na studia. Po wybuchu wojny najpierw stacjonował w węgierskim Egerze, następnie w Galicji, a później walczył na froncie włoskim. Po wojnie skończył studia i pracował jako nauczyciel. W skład kolekcji jego fotografii wchodzą negatywy oraz odbitki pozytywowe opatrzone podpisami.

 

Wystawa „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman”. Fotografie Jendy Rejmana.

 

Jenda Rajman urodził się w 1892 roku w rodzinie introligatora w Rožďalovicach. W czasie wojny służył na froncie włoskim w Szpitalu Polowym 3/15 w Podmelcu, obecnie znajdującym się w Słowenii. Negatywy jego zdjęć nie zachowały się, przetrwały tylko odbitki pozytywowe. Niektóre z nich, wysłane do domu jako kratki pocztowe, zawierają na odwrotach szczegółowe opisy.

 

Wystawa „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman”.

 

Wystawa trzech czeskich fotografów pokazywana była wcześniej w Czechach, Niemczech, Anglii i we Włoszech, a także w Polsce, w Muzeum Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 w Poznaniu. W Domu Spotkań z Historią możemy oglądać jej okrojoną wersję, co zapewne zostało wymuszone przestrzenią ekspozycyjną ograniczoną do jednej sali. Szkoda, bo nie pozwoliło to na zamieszczenie zdjęć, które tematycznie może wykraczają poza ramy wojny, ale pozwalają lepiej poznać charakterystyczne cechy poszczególnych twórców. Szczególnie interesujące są portrety autorstwa Myšička, zwłaszcza te zrobione w Laškowicach, przedstawiające całe postaci na tle białego prześcieradła. Można je obejrzeć w albumie Fotografové valky: Brož/Myšička/Neubert/Rajman, 1914-1918 wydanym w 2011 roku w Pradze.

To, że zdjęcia pokazane na ekspozycji nie są anonimowe, ma zasadnicze znaczenie dla ich odbioru. Pozwala na powiązanie ich z indywidualnymi ludzkimi losami i w ten sposób wyróżnia spośród tysięcy innych obrazów, które możemy opatrzyć tylko ogólnym hasłami, takimi jak: wojna, śmierć, żołnierze, zniszczenia. Tu, w pewnym sensie, i zdjęcia mają nazwiska, nie tylko ludzie na nich przedstawieni. Można to odczuć zwłaszcza po obejrzeniu wystawy „Wielka Wojna na Wschodzie”, na której zebrano fotografie przeważnie nieznanych autorów.

Fotografia Jendy Rajmana przedstawiające porzucone zwłoki włoskich żołnierzy na cmentarzu w Kambriška 9 XI 1917 r.

Niektóre obrazy utrwalone przez Broža, Myšičkę i Rajmana nie wyróżniają się niczym nadzwyczajnym spośród zdjęć, które przyzwyczailiśmy się kojarzyć z I wojną światową. Pokazują pojedynczych żołnierzy lub ich grupy, jeńców, sceny z kwater, zniszczenia wojenne, czasem trupy. Mają z pewnością wartość dokumentacyjną, ale to za mało, żeby pozostać w pamięci widza na dłużej. Jest jednak na wystawie kilka ujęć, które wybijają się ponad przeciętność i zostają. Najmocniejszym obrazem wydaje mi się zdjęcie Jendy Rejmana przedstawiające porzucone zwłoki włoskich żołnierzy na cmentarzu w Kambriška 9 listopada 1917 roku.

Fotografia Jendy Rajmana przedstawiająca operację w szpitalu polowym.

 

Także fotografia operacji przeprowadzanej w warunkach polowych przykuwa uwagę. Trudno uniknąć skojarzeń ze słynnym obrazem Rembrandta Lekcja anatomii doktora Tulpa. Na zdjęciu, tak jak u holenderskiego mistrza, oprócz pacjenta (u Rembrandta było to martwe ciało) i operujących lekarzy obecna jest duża grupa gapiów absurdalnie spiętrzonych po jednej stronie łóżka, tak żeby nie zasłaniać widoku kamerze. "Lekcja anatomii doktora Tulpa" Rembrandta.W rezultacie rodzi się podejrzenie, że scena została starannie odegrana na potrzeby obiektywu aparatu fotograficznego. Mężczyzna widoczny po lewej bardziej pozuje do zdjęcia niż uczestniczy w wydarzeniu. Tylko jeden szczegół wydaje się mówić co innego – dłonie mężczyzny przy lewej krawędzi. Ktoś stojący już poza kadrem trzyma nogi operowanego. Najwidoczniej po to, żeby nie szarpał się w czasie zabiegu, który zapewne przeprowadzano bez narkozy.

Mniej dramatyczne, ale interesujące, jest zdjęcie Gustava Broža, na którym widać kilku żołnierzy i dwie miejscowe dziewczyny leżących w kuchni na kwaterze w Brongelówce, oraz fotografia Jana Myšički przedstawiająca dowódcę batalionu majora Horlivého na pryczy w kwaterze w Žoniscze w lutym 1916 roku. Na tym ostatnim ujęciu ciekawy jest nie tylko sportretowany mężczyzna, ale także jego otoczenie. Ściany kwatery zostały gęsto wypełnione różnego rodzaju obrazkami. W większości są to reprodukcje dzieł plastycznych, prawdopodobnie na kartkach pocztowych. Tylko trzy obrazki oprawione w ramki z nieokorowanych gałęzi to raczej zdjęcia rodzinne. Zapełnienie prywatnej przestrzeni swojskimi wizerunkami było sposobem na oswojenie obcego otoczenia, jakby chwilowy wyimaginowany powrót do domu. Fotografia Myšički na wystawie w DSH, i wcześniejszych, została pokazana w lustrzanym odbiciu. Błąd powstał prawdopodobnie na skutek sugestii, jaką wywiera numer negatywu widoczny w jednym z dolnych rogów. No i pod względem kompozycyjnym obraz wygląda w tym układzie lepiej. Jednak jeśli przyjrzymy się napisom na etykietach i pudełkach, okaże się, że jest odwrócony.

150527064-5a776338-74e0-463f-9422-304f93ed3d38

 

 

150526838-d2631c59-1bfb-462f-94ba-87482e3f78b5

 

Dokumentacja wizualna I wojny światowej jest pod względem ilościowym niemała. Fragment, który został pokazany w Domu Spotkań z Historią, daje dobry jej przegląd, co jest zarówno zaletą, jak i wadą. Zaletą, bo możemy poznać typowe sposoby przedstawiania wielkiej wojny. Wadą, bo nie zobaczymy tego, co zostało z jej obrazu wyłączone. Ekspozycja daje okazję, by się zastanowić nad tymi różnicami. Co właściwie fotografie mówią nam o tej wojnie? Co mogą powiedzieć? Jaki obraz przeszłości konstruują i czy jest on prawdziwy?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź na te pytania. W różnych kontekstach fotografie oddziałują w odmienny sposób. Zestawienie dwóch wystaw w Domu Spotkań z Historią pozwala dostrzec to zjawisko. Obrazy zgromadzone na ekspozycji „Wielka Wojna na Wschodzie” są elementami większej całości i jako takie są odbierane. Nawet te powiększone do bardzo dużych rozmiarów postrzegane są bardziej przez pryzmat tematu, do którego zostały przyporządkowane, niż oddzielne byty. Są jakby ilustracjami treści zapowiedzianych na tablicach z tekstami wprowadzających do kolejnych rozdziałów ekspozycji. Oglądamy je, mając w pamięci pewne szersze idee. Zdjęcia zebrane na ekspozycji „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman” są bardziej niezależne. Przyglądamy się im z osobna, próbując odczytać, co pokazują. Każda fotografia opowiada własną historię.

Wnikliwe obejrzenie poszczególnych fotografii pozwala odkryć istotne cechy rzeczywistości lat 1914-1918. Na wystawie „Fotografowie I wojny” jedno ze zdjęć Jana Myšički pokazuje, jak głosi podpis, żołnierzy Żydów. Fotografia ta nie jest w żaden sposób niezwykła, ale sposób określenia jej tematu przez narodowość sportretowanych ludzi jest już znamienny. Zwłaszcza że Myšička zrobił więcej ujęć o podobnym charakterze. We wspomnianym już albumie Fotografové valky: Brož/Myšička/Neubert/Rajman, 1914-1918 zreprodukowano inne jego zdjęcie portretujące żołnierza Cygana. Ten sposób konceptualizacji rzeczywistości w okresie I wojny zaczął przybierać na sile. Piszą o tym Włodzimierz Borodzieja i Maciej Górny, którzy jeden z rozdziałów swojej książki pt. „Nasza wojna” poświęcili nasilającej się w jej trakcie etnicyzacji, czyli zastępowaniu poczucia przynależności państwowej tożsamością narodową.

Sposób odbioru fotografii z I wojny zależny jest też od naszych przyzwyczajeń. Patrząc na fotografie z lat 1914-1918, nie sposób uniknąć porównań do zdjęć powstałych w czasie II wojny światowej. Zawsze gdzieś pod powiekami pojawiają się obrazy masowych mordów, stosów ciał, scen walki, klęski i triumfu z tego okresu. Żyją jeszcze ludzie, którzy to przeżyli. Porządek polityczny świata, który wtedy się ukształtował, z grubsza aktualny jest do dziś. Nic więc dziwnego, że II wojna światowa ciągle wywołuje autentyczne emocje i przesłoniła pamięć o I.

Fotografie II wojny światowej są zwykle dużo bardziej drastyczne. Nie dlatego, że w latach 1914-1918 nie było drastycznych wydarzeń, po prostu nie zarejestrowano ich tak dużo. Cenzura wojskowa dość skutecznie zapobiegała fotografowaniu i rozpowszechnianiu scen wojennego okrucieństwa. Jej wysiłki są odczuwalne do dziś. Obraz wielkiej wojny to wprawdzie także sceny zniszczenia i tysięcy jeńców, ale jednocześnie bardziej monotonii życia w okopach niż krwawych masakr.

Strona książki Ernsta Friedricha "Wojna wojnie"Próba innego ukształtowania sposobu wizualnego przedstawiania wielkiej wojny została podjęta wkrótce po jej zakończeniu. Album wydany przez niemieckiego pacyfistę Ernsta Friedricha Wojna wojnie (w oryginale: Krieg dem Kriege! Guerre à la Guerre! War against War! Oorlog aan den Oorlog! ukazał się w 1924 roku i do roku 1930 był wznawiany w Niemczech dziesięciokrotnie. Opublikowany został też w innych krajach. Friedrich zestawił oficjalne propagandowe obrazy z fotografiami zamkniętymi dotychczas w wojskowych i medycznych archiwach. Na początku książki umieścił zdjęcie drewnianych żołnierzyków do zabawy, na końcu – wojskowych cmentarzy. Między nimi znalazło się około 180 kadrów przedstawiających wojenne okrucieństwa, okaleczonych żołnierzy, zabitych cywili, zniszczone budynki. Publikacja stała się bardzo głośna i szeroko o niej dyskutowano, choć jednocześnie w wielu krajach została zakazana. Strona książki Ernsta Friedricha "Wojna wojnie".Jak napisała Susan Sontag w książce Widok cudzego cierpienia, była dla społeczeństw europejskich swoistą terapią szokową. Po raz pierwszy pokazano ludziom, którzy nie uczestniczyli osobiście w działaniach wojennych, tak drastyczne obrazy. Na niektóre, zwłaszcza na portrety żołnierzy z koszmarnie okaleczonymi twarzami, czasem niemal ich pozbawionych, trudno jest patrzeć. I zapewne z tego powodu nie weszły one do szeroko znanej ikonografii tego okresu.

Kolejna cecha charakterystyczna wizualnej reprezentacji I wojny światowej polega na tym, że postrzegamy ją raczej przez powtarzalność podobnych ujęć niż przez pojedyncze obrazy. Ważnym komponentem pamięci o II wojna światowej są ikony fotograficzne, takie jak żydowski chłopiec w getcie warszawskim, złamany szlaban we wrześniu 1939 roku, zatknięcie amerykańskiego sztandaru na Iwo Jimie. Wielka wojna nie pozostawiła po sobie takich powszechnie rozpoznawalnych obrazów.

W Stanach Zjednoczonych podobną, choć mniej radykalną próbą była książka Fredericka A. Barbera The Horror of It: Camera Records of War’s Gruesome Glories, opublikowana w 1932 roku.beznazwy

Wszystko to sprawia, że I wojna światowa jest znacznie mniej obecna w pamięci społecznej niż II. W przypadku Polski dochodzi do tego jeszcze fakt, że odzyskała ona niepodległość dopiero w 1918 roku i we wcześniejszych zmaganiach zbrojnych nie uczestniczyła jako niezależny byt. W armiach poszczególnych zaborców służyło kilka milionów Polaków, ale w pamięci narodu pozostały przede wszystkim Legiony. Dlatego I wojna światowa jako część naszej historii właściwie nie funkcjonuje. Oczywiście wiadomo, że była, ale w polskiej świadomości jest wydarzeniem jakby zewnętrznym, nie naszym. Można wręcz powiedzieć, że pamięć o niej konstruowana jest dopiero teraz. Jest to zresztą proces w dużym stopniu świadomy. Na przykład twórca wystawy „Wielka Wojna na Wschodzie (1914–1918). Od Bałtyku po Karpaty” Tomasz Kuba Kozłowski deklaruje, że jego celem jest właśnie zmiana paradygmatu postrzegania tej wojny i pokazanie skali wydarzeń, które rozgrywały się przecież także na terenach Polski. W zeszłym roku ukazał się pierwszy tom wspomnianej już książki Włodzimierza Borodzieja i Macieja Górnego pod znamiennym tytułem „Nasza wojna”, której autorzy także stwierdzają, że w naszej części Europy I wojna została zapomniana, a oni chcieliby to zmienić. Jak piszą we wstępie:

To była nasza wojna.

Wbrew legendom na froncie wschodnim walki były co najmniej równie krwawe jak na Zachodzie. Tu wzięto najwięcej jeńców, a ich śmiertelność w obozach była najwyższa. Zabijali się nawzajem żołnierze imperiów i państw narodowych, których czasami różnił tylko mundur, a nie język, wyznanie czy przynależność etniczna.

Tendencję do ożywiania pamięci o I wojnie światowej można zauważyć nie tylko w Polsce. Co ciekawe, pojawiła się też w kraju, który nie brał udziału w konflikcie, a na jego terytorium nie toczyły się żadne walki – w Szwajcarii. W 2014 roku zorganizowano tam dwie wystawy opowiadające, jak Helweci zareagowali na ten konflikt. Fotostiftung Schweiz w Winterthurze przygotowało ekspozycję „1914/18 – Bilder von der Grenze”, na której zaprezentowano fotografie wysłane przez żołnierzy szwajcarskich jako kartki pocztowe. Przedstawiają one obrazy codziennego życia garnizonowego: sceny z kuchni, szpitali, ćwiczenia, przemarsze, portrety grupowe, spotkania z cywilami itp. Jest to przede wszystkim obraz monotonii, oczekiwania i pewnego znudzenia. Wystawa wykorzystała bardzo proste środki: fotografie w pocztówkowym formacie wyeksponowana na pulpitach. Żeby się im przyjrzeć, trzeba się do nich zbliżyć, pochylić nad nimi. Taki sposób prezentacji dobrze oddaje charakter kart pocztowych. Wysyłane do rodzin, narzeczonych, znajomych, trafiały do ich rąk i były oglądane właśnie z bliska.

 

Druga wystawa: „14/18 – Die Schweiz und der Grosse Krieg”, ma znacznie większe ambicje. Najpierw pokazano ją w Zurychu, a następnie w kilku innych miastach Szwajcarii. Przygotowana z rozmachem, wykorzystująca bogate środki plastyczne, chce możliwie całościowo pokazać sytuację kraju i przemiany ekonomiczne, społeczne, polityczne i kulturalne zachodzące pod wpływem toczącej się w Europie wojny.

Nasilenie zainteresowania I wojną światową z pewnością wywołane było okrągłą rocznicą jej wybuchu. Nie ograniczyło się jednak wyłącznie do odtworzenia w większej skali wcześniejszych koncepcji jej prezentacji. Widoczne jest dążenie do spojrzenia na ten konflikt z nowej perspektywy i zweryfikowania stereotypowych sądów na jej temat. Pozwala mieć to nadzieję, że zainteresowanie tematem nie wygaśnie szybko i przyniesie nowe projekty, być może także w zakresie materiałów wizualnych. Z pewnością interesujące byłoby pokazanie zdjęć z tego okresu zrobionych przez Polaków. Warto ich poszukać i je pokazać.

 

Wystawa „Wielka Wojna na Wschodzie (1914–1918). Od Bałtyku po Karpaty. Z kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego”, autor  Tomasz Kuba Kozłowski, Dom  Spotkań z Historią w Warszawie, 5.11.2014–12.04.2015.

Wystawa „Fotografowie I wojny: Brož, Myšička, Rajman”, Czeskie Centrum Kultury, Dom  Spotkań z Historią w Warszawie, 25.02.2015–29.03.2015.

 

autor: Tomasz Stempowski

 


Dodaj komentarz