Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990

Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990

Tomasz Stempowski | On 14, Paź 2015

 

Wystawa Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie jest najobszerniejszą z dotychczasowych prezentacją legendarnego już cyklu zdjęć polskiej fotografki. Artystka zaczęła go tworzyć w 1978 r., w wieku 67 lat, i kontynuowała niemal do śmierci w 1997 r. W trakcie licznych podróży po Polsce, głównie Podhalu, Górnym Śląsku i Suwalszczyźnie, zrobiła około 20 tysięcy zdjęć. Oczywiście na wystawie pokazano tylko ich wybór.

W tekście O swojej twórczości z 1993 r. artystka przedstawiła założenia cyklu:

W 1978 r. rozpoczęłam swój „Zapis socjologiczny” (…) [który] miał być takim balsamowaniem czasu, czy raczej ma utrwalić to, co już się zmienia, a co choć jest jeszcze realną rzeczywistością, przestaje istnieć i może już w niedługim czasie będzie trudne do wyobrażenia. Ma pokazać wiernie człowieka w codziennym jego otoczeniu, wśród jakby tej otoczki, którą sam sobie stwarza i która z jednej strony staje się dekoracją jego bezpośredniego otoczenia – wnętrza – ale która także pokazuje jego psyche, mówi czasem o nim więcej niż on sam. (…)

Początkowym moim założeniem było: ważniejsze są przedmioty, wnętrze, człowiek jest tylko elementem określającym to wnętrze, ma być statyczny, jakby sam był przedmiotem, wobec tego musi siedzieć na wprost aparatu i patrzeć w obiektyw, zdjęcia będą robione zawsze tym samym aparatem i obiektywem, w tym samym oświetleniu i mniej więcej z tego samego punktu widzenia. Bo przecież miał to być jak najbardziej prosty, obiektywny, autentyczny zapis zastanej rzeczywistości robiony z chłodnym dystansem.

 

WP_20151004_029

 

Punktem wyjścia Rydet był więc impuls dokumentalny. Z jednej strony odwołanie się do podstawowej funkcji fotografii, która ma zdolność zachowania w kadrze tego, co przemija. Z drugiej nawiązanie do zinstytucjonalizowanych i zobiektywizowanych form rejestracji fotograficznej. Dążenie do zachowania identycznych parametrów przy robieniu zdjęć i zestandaryzowania obrazów przywodzi na myśl założenia fotografii naukowej. Rydet nie chodziło jednak o zarejestrowanie tylko wyglądu zewnętrznego. Wierzyła, że uda się jej uchwycić coś więcej: jakąś prawdę o człowieku. Dlatego, wbrew początkowym założeniom, coraz bardziej ważni stawali się dla niej pozujący na tle swoich mieszkań ludzie. Zdjęcia wnętrz stawały się portretami. W cytowanym już tekście Rydet pisała:

A tymczasem już w czasie pracy zobaczyłam, że to jednak nabiera zupełnie innych rumieńców, że ten zwykły dokument staje się w moich oczach wielką prawdą losu ludzkiego, że nie potrafię zachować tego chłodnego dystansu, wręcz przeciwnie, że to angażuje mnie bardziej niż wszystko, co do tej pory robiłam, że staje się jakby nową miłością i pasją, przynosząc nowe perspektywy i siły.

Człowiek, który miał być tylko elementem, jednak był najważniejszy, przy tym to patrzenie w obiektyw tworzy bardzo silną nić między nami, model-aparat-fotograf.

 

WP_20151004_121

 

Innym zagadnieniem jest to, czy forma, jaką wybrała artystka, pozwalała na realizację wyznaczonych celów.

Koncept, że wygląd mieszkania zdradza charakter człowieka, nie jest nowy. Wykorzystywano go wielokrotnie w literaturze. Szkolnym przykładem jest opis pokoju Rzeckiego w Lalce Bolesława Prusa. Rydet była przekonana, że przestrzeń ukształtowana przez człowieka, przedmioty, które wokół siebie zgromadził, mówią o nim coś ważnego. W czasie licznych wizyt w domach, które fotografowała, zwłaszcza tych najuboższych, zauważyła, że ludzie wkładali dużo pracy w ich ozdobienie i nadanie im jakichś indywidualnych rysów. Artystka fotografowała ich na tle najbardziej reprezentacyjnych ścian. Początkowo przenosiła w obręb kadru przedmioty, które uznała za istotne. Później robiła zdjęcia mieszkańcom na tle kilku ścian mieszkania. Prosiła ludzi, żeby ustawili się na wprost i patrzyli w stronę obiektywu, zachowując powagę. Mieli nie uśmiechać się, bo jak tłumaczyła  zrobienie zdjęcia to doniosły moment. W tym sposobie upozowania modela można dopatrywać się nawiązania do tradycji dawnej fotografii studyjnej. Kiedyś ludzie chodzili do fotografa w ważnych momentach życia i przed obiektywem przyjmowali uroczyste pozy. Zdjęcie miało być oficjalnym wizerunkiem, który przetrwa upływ czasu. Takie portrety robiono zwykle na tle specjalnych ekranów przedstawiających krajobraz, motywy architektoniczne lub wnętrza. Te widoki nie miały nic wspólnego z pozującymi osobami. Rydet zastąpiła je tłem dla człowieka najbliższym.

Cykl Rydet może przytłoczyć swoim rozmiarem. Wrażenie to jest dodatkowo potęgowane przez liczbę szczegółów widocznych na każdym zdjęciu. Nie sposób za jednym podejściem obejrzeć wszystkich 20 tysięcy obrazów, a nawet jeśli to zrobimy, nie zapamiętamy ich. Oglądając któreś z kolei zdjęcie, nie będziemy wiedzieć, czy widzimy je po raz pierwszy, czy może już mieliśmy je przed oczami. Wątpliwości pojawiają się nawet w przypadku wyboru zaprezentowanego w MSN.

 

WP_20151004_210

 

Oczywiście w ramach jednej ekspozycji nie da się pokazać wszystkich zdjęć. Trzeba przyjąć jakiś klucz i ograniczyć ich liczbę, a jednocześnie zbudować z nich spójną całość. Swoją wizję ekspozycji Zofia Rydet przedstawiła w wypowiedzi opublikowanej w „Kontekstach” (1997/3-4),:

Gdybym teraz robiła jakąś wystawę, to robiłabym to wszystko inaczej. Robiłabym takie tryptyki, że ta sama osoba będzie siedziała i tu, i tu, i tu. I byłby z tego taki dom. Poza tym chciałabym też dać wielkie zdjęcie przedstawiające całą daną wieś i krajobraz wokoło. I zestawy. Chata z zewnątrz i wewnątrz, tak jak pokazywałam. Potem inne. Chata, fragment chaty z zewnątrz, np. numer, ozdoby. Potem wnętrze, a tutaj dajmy na to portret. Musi być większa rozmaitość, nie mogą być tylko takie jednakowe ciągi. I muszą być różne formaty zdjęć.

 

WP_20151004_183

 

W roboczym konspekcie z 1983 r. Rydet planowała, że część fotografii zostanie zebrana w cyklach tematycznych. Jednocześnie nadany im zostanie układ według rejonów geograficznych. Dzięki temu możliwe byłoby dokonywanie porównań i uchwycenie różnic między nimi. Dodatkowo zdjęcia z niektórych miejscowości ułożone zostałyby w swoiste fotoreportaże, np. z chrzcin, wesel, pogrzebów.

Wystawa pokazywana w Muzeum Sztuki Nowoczesnej jest – jak deklarują kuratorzy – próbą rekonstrukcji tej nigdy niezrealizowanej autorskiej wizji. Jednak jej twórcy nie skorzystali z wszystkich pomysłów Zofii Rydet. Zgodnie z planami artystki zdjęcia zostały zebrane w cykle tematyczne. Oprócz „Zapisu socjologicznego” pokazano: „Pre-Zapis” (fotografie z okresu poprzedzającego „Zapis”) „Mit fotografii / Epitafium” (ściany i pułki ze zdjęciami oraz osoby trzymające zdjęcia), „Kobiety na progach / Przemiany”, „Obecność” (wizerunki Jana Pawła II w prywatnych wnętrzach), „Okna” (okna w wiejskich kuchniach widziane od wewnątrz), „Telewizory”, „Zawody” (ludzie w miejscu pracy), „Mieszkania artystów”. W formie pokazu slajdów zaprezentowane zostały cykle „Pejzaże do zapisu / Tablice” (zdjęcia krajobrazu i tablic z nazwami miejscowości) oraz „Domy”.

 

WP_20151004_089

 

Większość wystawionych fotografii prezentowana jest w postaci odbitek tego samego rozmiaru. Zawieszone zostały w dwóch lub trzech rzędach rozmieszczonych regularnie jeden nad drugim. Taka aranżacja podkreśla dokumentalny charakter nie tylko samych zdjęć, ale całego zbioru. Pokazuje, że oglądamy fragmenty archiwum i w pewnym sensie to właśnie ono staje się bohaterem ekspozycji. W rezultacie sfotografowani ludzie zeszli na drugi plan: zostali zrównani w zestandaryzowanych kadrach i rozmieszczeni w równych odstępach, jak owady przybite szpilkami w gablotce kolekcjonera. Brak podpisów pod poszczególnymi kadrami nie pozwala na ich bezpośrednie odniesienie do konkretnych miejsc i czasu. To także skłania do patrzenia na fotografie w kategoriach cyklów czy kolekcji, a nie oddzielnych obiektów. Głównym bohaterem ekspozycji został zbiór zdjęć.

Taka aranżacja odbiega od tego, co planowała Zofia Rydet. W przytaczanym już tekście z „Kontekstów” wspomniała o wystawie Pierwszy ogólnopolski przegląd fotografii socjologicznej z 1988 r.:

Wysłałam tam dużo moich zdjęć, w zestawach łączonych po cztery prace: cztery kobiety, czterech mężczyzn, czworo dzieci itd. Bardzo długo się zastanawiałam nad każdym zestawem, każdy taki zestaw miał swój sens, przedstawiał też jakiś konkretny region Polski. A oni moi wszystko pomieszali i całą ścianę gęsto wytapetowali tymi zdjęciami, nie było żadnych odstępów, taki natłok tych różnych ludzi i wnętrz. Nie mogłam na to patrzeć! To było wielkim błędem, że tak to pokazali, bo bardzo dużo zależy od tego, jak się wystawia te zdjęcia.

 

 

Ekspozycja przygotowana przez MSN pozwala poznać zawartość najważniejszego cyklu zdjęć Zofii Rydet. Jest jakby wizualnym inwentarzem otwierającym możliwości dalszych interpretacji i opracowań. Widz staje przed takim właśnie wyzwaniem: złożyć z tego ogromu materiału własną opowieść. Wystawa pokazuje, że Zofii Rydet udało się osiągnąć jej podstawowy cel: utrwaliła na kliszy fotograficznej znikający świat i ocaliła go od zapomnienia.

Wystawa Zofia Rydet. Zapis. 1978-1990 pokazywana jest w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie od 25.09.2015 do 10.01.2016. Kuratorzy: Sebastian Cichocki i Karol Hordziej. Projekt architektoniczny: Marcin Kwietowicz, Grażyna Stawicka. Projekty graficzne: Pilar Rojo.

Niemal kompletny „Zapis socjologiczny” (z opisanymi zdjęciami) oraz materiały tekstowe na jego temat dostępne są w internetowym archiwum www.zofiarydet.com.

 

Autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz