Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Zaraz po wojnie

Zaraz po wojnie

Tomasz Stempowski | On 19, Lis 2015

 

W ostatnich latach wzrosło zainteresowanie historią Polski w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Wielka Trwoga Marcina Zaremby, wystawy Kronikarki – Zofia Chomętowska i Maria Chrząszczowa. Fotografie Warszawy 1945-1947; 1947 Barwy ruin. Warszawa i Polska w odbudowie na zdjęciach Henry’ego N. Cobba i John Vachon. Trzy razy Polska, pokazywane w Domu Spotkań z Historią w Warszawie, to tylko przykłady. Także stołeczna Zachęta zajęła się tym okresem. Prezentowana właśnie ekspozycja Zaraz po wojnie koncentruje się na zjawiskach, które wówczas zachodziły w polskiej sztuce, jednak czasowe punkty graniczne wyznaczone zostały przez wydarzenia polityczne: ogłoszenie manifestu PKWN i wybuch Powstania Warszawskiego w 1944 r. oraz kongres zjednoczeniowy PPR i PPS w 1948 r. Jak stwierdziły kuratorki:

Wystawa jest próbą odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób złożoność nastrojów społecznych i napięcia polityczne w powojennej Polsce znalazły swoje odzwierciedlenie w sztukach plastycznych, fotografii, filmie, a także architekturze i wzornictwie. Czy kluczowy dla najnowszej historii Polski okres 1944–1948 jest równie ważny w obszarze sztuki? Jak w pierwszych latach nowej, dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości społeczno-politycznej i atmosferze, z jednej strony, „euforii odbudowy” i nadziei, z drugiej – opisanej przez Marcina Zarembę „wielkiej trwogi” odnajdywali się artyści? Jaką funkcję miała pełnić w niej sztuka? Jak negocjowała swoje miejsce i język? W jakiej sytuacji debiutowali młodzi? Czy wojna i rok 1945 stanowią rzeczywiście cezurę, od której wszystko zaczynało się od nowa, czy też owe rewolucyjne czasy stawały się szansą na realizację wcześniejszych postulatów i koncepcji (osiedli robotniczych czy „taniego i pięknego mebla dla wszystkich”)?

WP_20151025_034

Wystawa pokazuje różne dziedziny sztuki, ale szczególnie dużo uwagi poświęcono fotografii. Wynika to z kilku przyczyn. Po pierwsze, na zdjęciach utrwalone zostały rożne zjawiska ze sfery kultury, polityki i życia społecznego. Za ich pomocą można dziś pokazać skalę zniszczeń, odbudowę, architekturę oraz wydarzenia polityczne i społeczne. Po drugie, fotografie reprodukowane w czasopismach tworzyły świat wizualnych wyobrażeń, wpływający na świadomość współczesnych. Wreszcie były narzędziem propagandy aktywnie wykorzystywanym w walce politycznej. Jak stwierdzają organizatorzy wystawy:

Wiodącą rolę odgrywa fotografia – zarówno artystyczna, reportażowa, jak i dokumentacyjna – jako medium, w którym najlepiej dała o sobie znać specyfika czasu, ale też najsilniej wykorzystywane wówczas narzędzie propagandy. Nasycająca sferę wizualną lat powojennych (poprzez prasę czy albumy fotograficzne) niezwykłą liczbą obrazów okrucieństwa i przemocy, odcisnęła wyraźne piętno na sztuce tego czasu.

Ważnym wątkiem poruszonym na wystawie jest właśnie otaczająca człowieka ikonosfera. W dużym stopniu składały się na nią obrazy zniszczeń. Temat ruin stał się swoistym lejtmotywem ekspozycji. Szczególnie widoczne jest to w odniesieniu do stolicy, która została z premedytacją i metodycznie zniszczona przez Niemców. Księżycowy krajobraz Warszawy sprawiał wstrząsające wrażenie na wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Trudno dziś oddać siłę, z jaką oddziaływało na współczesnych. Czarno-białe reprodukcje zdjęć, do których jesteśmy przyzwyczajeni, z pewnością go nie oddają. Twórcy wystawy starali się je przybliżyć przez wyświetlenie na całej ścianie jednej z sal kolorowego zdjęcia Henry’ego N. Cobba z 1947 r.

 

12_4

 

Zniszczona Warszawa od razu stała się tematem rejestracji fotograficznych. Po wkroczeniu do miasta I Armii Wojska Polskiego jej wygląd utrwalili fotoreporterzy Czołówki Filmowej Wojska Polskiego. Zaraz za nimi pojawili się cywile. Jednym z pierwszych był Leonard Sempoliński, który do Warszawy wrócił już 18 stycznia i niemal od razu zaczął ją fotografować. Nie był jedyny, choć grupa tych, którzy udokumentowali wygląd stolicy w latach 1945-1948, nie jest bardzo duża. Należeli do niej: Jerzy Baranowski, Jan Bułhak, Zofia Chomętowska, Maria Chrząszczowa, Stanisław Dąbrowiecki, Stefan Deptuszewski, Edward Falkowski, Władysław Forbert, Alfred Funkiewicz, Leonard Jabrzemski, Aleksander Leszczyński, Stefan Rassalski, Janusz Sipayłło, Karol Szczeciński, Jerzy Szymborski, Stanisław Urbanowicz. W tym gronie byli zarówno amatorzy, jak i zawodowi fotografowie. Ramy organizacyjne dla działalności wielu fotografów tworzyły instytucje państwowe. Oprócz wspomnianej już Czołówki były to agencje fotograficzne Foto SAP (Socjalistyczna Agencja Prasowa), Foto API (Agencja Prasowo-Informacyjna), Biuro Odbudowy Stolicy.

Większość zdjęć ruin Warszawy trafiło do archiwów autorów lub instytucji, dla których pracowali, jednak część została opublikowana w prasie i nielicznych wydawnictwach albumowych. Duże znaczenie miały wystawy. W maju 1945 r. w Muzeum Narodowym pokazano ekspozycję Warszawa oskarża, przygotowaną przez Zofię Chomętowską, Edwarda Falkowskiego i Alfreda Funkiewicza. W sierpniu tego roku w Grodzisku Mazowieckim zorganizowano wystawę zdjęć Stefana Deptuszewskiego Warszawa w ruinie, a w 1946 r. Muzeum Narodowe pokazało ekspozycję zdjęć Jana Bułhaka zatytułowaną Ruiny Warszawy. Obrazy zniszczenia oddziaływały jednak przede wszystkim bezpośrednio. Docierały do oczu współczesnych bez zapośredniczenia przez fotografię.

W 1947 r. w zamieszczonej w „Odrodzeniu” recenzji cyklu rysunków Tadeusza Kulisiewicza Juliusz Starzyński pisał:

Jeślibym teraz miał najogólniej określić wartość „Warszawy 1945” jako dokumentacji czasu przez nas przeżywanego – to nie stopniem wartości w przedstawieniu rzeczywistego obrazu ruin Warszawy bym ją mierzył, lecz tylko tą najgłębszą wiernością naszego do nich stosunku. Kulisiewicz pierwszy dostrzegł i całą mocą swego artyzmu wyraził to, co odczuwamy wszyscy, aczkolwiek może boimy się fakt ten dopuścić do świadomości, cóż dopiero wypowiedzieć!

Dzisiejsza Warszawa w ruinach jest piękna!

I nie upatrujemy tego piękna koniecznie w przenośnym, moralnym lub socjalnym znaczeniu. Warszawa jest piękna po prostu. Doznajemy jej piękna czasami w kategoriach podobnych do estetycznego oddziaływania tworów natury, czasami znów odbieramy jak dzieło sztuki, najpewniej zaś w obydwu zakresach jednocześnie – wprost zmysłowo, po zwierzęcemu.

Każdy, kto znalazł się w tej najdziwniejszej ze stolic świata, tętniącej życiem zorganizowanym wśród ruin, musiał tego samego doznawać chociażby przez chwilę – czy to nocą w dżdżystą szarugę, czy w mgłach gęstych i snujących się…

Jest to piękno najbardziej autentyczne, jedyne. Piękno nietrwałe, którego przeznaczeniem jest jak najszybciej przeminąć, bo tak każe wola i postanowienie narodu.

Ponad ćwierć wieku później, w roku 1975, ukazał się album zdjęć Leonarda Sempolińskiego, zatytułowany tak samo jak cykl Kulisiewicza. We włączonym do niego krótkim tekście zatytułowanym Dlaczego fotografowałem Warszawę autor wyjaśniał: Fotografowałem jakby w obawie, że wkrótce ten straszny, niepowtarzalny obraz zaginie i zbyt szybko zatrze się w pamięci. Starałem się zachować w fotografii jak najwięcej fragmentów ulic i grożących zawaleniem domów, w przekonaniu, że fotografie te kiedyś mogą stać się jedynymi dokumentami ich istnienia. Nie ma mowy o estetyce ruin; jest dążenie do udokumentowania obrazu miasta, które w postaci znanej autorowi już właściwie przeminęło.

Estetyka i dokument to dwa bieguny, między którymi można umieścić fotografie pokazujące Warszawę pierwszych lat po wojnie. Warto także zwrócić uwagę na jeszcze jeden element zawarty w zacytowanych tekstach. W pierwszym akcent pada na życie, a przemijanie jest oczekiwaniem na zbliżające się nowe; w drugim wyczuwa się ciężar śmierci, przemijanie to tęsknota za tym, co bezpowrotnie utracone. Poszczególni twórcy znajdują się w różnej odległości od tych skrajnych punktów.

Bułhak_SodomaNa ekspozycji prezentowanej w Zachęcie zrujnowane miasta zostały pokazane przede wszystkim za pomocą czarno-białych kadrów Jana Bułhaka i Marii Chrząszczowej. Jednym z nich jest przejmująca wizualnie fotografia Bułhaka z widokiem zrównanego z ziemią warszawskiego getta, nosząca zastanawiający tytuł Sodoma i Gomora. Co łączy zniszczone przez Boga za grzechy mieszkańców miasta z zagładą dzielnicy żydowskiej?

Zdjęcia wymienionej wyżej dwójki fotografów oraz Zofii Chomętowskiej, Krystyny Gorazdowskiej i Julii Pirotte posłużyły także do przedstawienia odbudowy i odradzającego się w ruinach życia. Ciekawa jest również seria 11 zdjęć nieznanego autora z prefabrykacji polowej na osiedlu WSM na Kole w Warszawie. Uwiecznione na nich elementy architektoniczne układają się w rytmiczne sekwencje.

Bułhak_kopalniaWażnym wątkiem pokazanym na wystawie jest udział fotografów w procesie integracji „ziem odzyskanych”, co było też elementem legitymizacji nowej władzy. Kluczową rolę w tym zakresie odegrała Wystawa Ziem Odzyskanych zorganizowana we Wrocławiu w 1948 r. Wydarzeniu temu został poświęcony także tekst Agnieszki Szewczyk, zamieszczony w katalogu. Z kolei Maciej Szymonowicz w artykule Odkrywanie terytoriów. Fotograficzne objazdy Mieczysława Orłowicza po Ziemiach Odzyskanych opisał udział fotografów w objazdach zorganizowanych w latach 1947-1949 przez Ministerstwo Transportu. W wyjazdach, których celem było udokumentowanie nowo przyłączonych terytoriów i zaznajomienie z ich krajobrazem społeczeństwa, brali udział Jan Bułhak, Tadeusz Dohnalik, Bonifacy Gajdzik, Henryk Hermanowicz, Stanisław Mucha i Jerzy Mańkowski.

Wkład fotografii w ikonosferę lat czterdziestych polegał nie tylko na powielaniu na papierze tego, co było tak widoczne w otaczającej ludzi rzeczywistości. Zdjęcia podtrzymywały obecność w ich świadomości obrazów niedawnej wojny. Sceny niemieckich zbrodni były pokazywane na wystawach i reprodukowane w prasie. Oddziaływały na współczesnych nie tylko jako część pamięci tych, którzy byli ich świadkami, ale dzięki obecności w mediach trafiały do szerszych kręgów społeczeństwa. Było to spowodowane wieloma przyczynami, wśród których oprócz potrzeby pamiętania wymienić można motywy polityczne i propagandowe. Kwestii tej poświęcono sporo uwagi, zarówno na wystawie, jak i w publikacji jej towarzyszącej, w której Krzysztof Pijarski zajął się fotografiami dokumentalnymi przedrukowanymi w 1945 r. na łamach „Przekroju”.

Na ekspozycji ta specyficzna ikonosfera lat czterdziestych, którą tworzyły wszechobecne obrazy okrucieństwa, jak to określiły kuratorki we wstępie do katalogu, reprezentowana jest przez album fotograficzny Zagłada Żydostwa Polskiego opublikowany w 1945 r. przez Centralną Żydowską Komisję Historyczną w Polsce oraz kartki pocztowe wydane przez Centralny Komitet Żydów Polskich. Szkoda, że twórcy wystawy ograniczyli się do przytoczenia tylko ich oryginalnych podpisów bez uaktualnienia ich zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy historycznej. Podpisy te są bowiem błędne.

Snatyn foto002a

Pierwsza z czterech pocztówek, podpisana: W czasie deportacji do Bełżca około 500 chorych, starych i dzieci wywieziono do lasu w Baczkowie i tam rozstrzelano, przedstawia według ustaleń Janiny Struk opublikowanych w książce Holokaust w fotografiach. Interpretacja dowodów egzekucję Żydów w Śniatyniu 11 maja 1943 r. Egzemplarz zdjęcia pokazany na wystawie jest jego okrojoną wersją. Pełny kadr przechowywany jest w archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie.

Z kolei podpisy zdjęć przedstawiających egzekucję i kopanie grobów w Bochni wymieniają jako ofiary tylko Żydów. Tymczasem 18 grudnia 1939 r., w odwecie za atak na posterunek niemieckiej policji, rozstrzelano na wzgórzu Uzbornia 51 Polaków, wśród których znajdowały się prawdopodobnie także osoby pochodzenia żydowskiego. W gronie ofiar było 29 więźniów przebywających wówczas w areszcie sądu grodzkiego oraz osoby aresztowane na ulicy lub w domach. Miejscowi Żydzi zostali zmuszeni do wykopania grobów i pogrzebania zabitych.

Czwarte zdjęcie, opatrzone podpisem: Las pod Bochnią w Boczkowie, gdzie rozstrzelano ok. 500 Żydów w czasie likwidacji getta i wysyłki do obozu w Bełżcu, przedstawia egzekucję Żydów z getta w Lipai na Łotwie na pobliskich wydmach w Skede w grudniu 1941 r. Taką identyfikację podaje archiwum Yad Vashem. W opisie fotografii dostępnym na stronie internetowej instytutu znajduje się informacja o jej pochodzeniu i wykorzystaniu w procesach norymberskich.

 

15027-700x

 

Nieścisłości zdarzają się także w tomie artykułów towarzyszącym ekspozycji, opublikowanym pod tym samym tytułem. W przywoływanym już tekście Krzysztofa Pijarskiego Przekrój tygodnia: „Dokumenty” między propagandą a przepracowaniem jest mowa o rubryce Dokumenty w „Przekroju”, w której drukowane były archiwalne zdjęcia z II wojny światowej, przede wszystkim niemieckich zbrodni, ale także powieszenia Mussoliniego. W numerze z 20 sierpnia 1945 r. zreprodukowane zostały fotografie z obozu koncentracyjnego w Dachau przedstawiające upozowane sceny pokazujące członków komanda krematoryjnego przed piecami. Autor błędnie pisze, że zostały one zainscenizowane przez Niemców. W rzeczywistości fotografie zrobili już po wyzwoleniu obozu członkowie komitetu byłych więźniów jugosłowiańskich. Odbitki były przez nich szeroko dystrybuowane i zachowało się wiele ich egzemplarzy. Na większości umieszczona została pieczątka „Jugo Foto”. Na reprodukcjach opublikowanych w „Przekroju” brak tych oznaczeń, a podpis stwierdza, że zdjęcia zrobili Niemcy. Autor tekstu uległ wpływowi „narzuconej ramy” określającej sposób interpretacji obrazu: niebezpieczeństwu, o którym wspomniał w tym samym akapicie.

Fotografie dokumentalne ukazujące niemieckie zbrodnie i okrucieństwa zostały potraktowane przez twórców wystawy trochę po macoszemu. Posłużyły jako ilustracja tezy o nasyceniu sfery wizualnej powojennej Polski niezwykłą liczbą obrazów okrucieństwa i przemocy. Tę rolę rzeczywiście spełniają. Nie poświęcono im jednak uwagi należnej dokumentom rzeczywistych wydarzeń, które wymagają – jak każde źródło historyczne – sprawdzenia i zbadania. To powinność, która wynika zarówno z wymogów naukowej skrupulatności, jak i etycznego zobowiązania wobec ofiar, które podejmujemy za każdym razem, gdy decydujemy się pokazać ich wizerunki.

strzeminskiAutorki wystawy Zaraz po wojnie zwróciły uwagę, że w latach czterdziestych pamięć wojny nie była jeszcze ukształtowana i funkcjonowało jednocześnie kilka konkurujących ze sobą narracji. Dopiero socrealizm przeciął toczące się dyskusje i przerwał „czas żałoby”, wysuwając na pierwszy plan wysiłek odbudowy. Problematyka kształtowania się pamięci o wojnie i zagładzie Żydów miała duże znaczenie nie tylko w pierwszych latach powojennych, ale także w następnych dziesięcioleciach. Jest zresztą ważna również dzisiaj. Zwrócenie uwagi na cechy szczególne, jakie pod tym względem cechowały lata 1944-1949, było dobrym pomysłem. Na przykład – jak zauważyły kuratorki – w dyskursie publicznym do roku 1949 obecna była Zagłada, która później uległa marginalizacji. W obrębie sztuk plastycznych wyrazistym przykładem pamięci o holokauście jest wstrząsający cykl Władysława Strzemińskiego Moim przyjaciołom Żydom. Na wystawie został on umieszczony w pobliżu serii fotografii Julii Pirotte z pogromu kieleckiego. Kontekst polskiego powojennego antysemityzmu przydaje – zgodnie z intencjami kuratorek – dodatkowych znaczeń obu cyklom.

Dążenie do uwypuklenia tej specyfiki okresu wpłynęły zapewne także na wybór zaprezentowanych zdjęć pokazujących niemieckie zbrodnie. Są to przede wszystkim fotografie eksterminacji Żydów. Zdjęcia egzekucji w pobliżu Bochni stanowią wyjątek, ale – jak się wydaje – nieświadomy. Przy próbie odmalowania uniwersum obrazów okrucieństwa charakterystycznego dla tego czasu, co chciały odtworzyć autorki, taka redukcja wydaje się niewłaściwa. Po prostu obrazów przemocy było znacznie więcej i dotyczyły one wielu grup ludzi. W czasie wojny ofiarami represji i eksterminacji padły setki tysięcy, a nawet miliony Polaków i przedstawicieli innych narodowości, co zostało udokumentowane na tysiącach zdjęć. Po wojnie przemoc się nie skończyła, a fotografia nadal ją dokumentowała. Składały się na nią nie tylko pogromy. Istnieją setki kadrów ukazujących zwalczanie przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa niepodległościowej partyzantki lub ukraińskich nacjonalistów. W prasie publikowane były fotografie zbrodni, o które oskarżano podziemie antykomunistyczne, np. w Wierzchowicach („Przekrój” nr 11 z 1945 r.), czy egzekucji zbrodniarzy wojennych, np. fotoreportaż z powieszenia strażników z obozu koncentracyjnego Stutthof, które odbyło się 4 lipca 1946 r. w Gdańsku („Przekrój” nr 66 z 1946 r.). Obecność przemocy także w sferze wizualnej można było pokazać pełniej.

22Miłośnicy fotografii znajdą na wystawie nie tylko zdjęcia dokumentacyjne i reportażowe. Są na niej także fotomontaże Mieczysława Bermana, Stefana Rassalskiego i Aleksandra Krzywobłockiego, wykonane ze skrawków podartych zdjęć kolaże Jadwigi Maziarskiej oraz abstrakcyjne fotografie Zbigniewa Dłubaka. W katalogu znaleźć można jeszcze tekst Piotra Rypsona szerzej omawiający twórczość Bermana: „Mieczysław Berman – twórca komunistycznego idiolekty”.

Bardzo interesujące są zestawienia dzieł plastycznych z fotografiami, które je inspirowały czy może raczej stanowiły dokumentację pomagającą w ich stworzeniu. Uderzający jest przykład akwarelowego obrazu Bronisława Linkego „Plucha” i fotografii ruin z jego szkicownika.

Fotografie to tylko jeden z elementów wystawy Zaraz po wojnie. Przedstawia ona wielowątkową opowieść o polskiej sztuce. Wśród eksponatów są obrazy, grafiki, plakaty, rzeźby, rysunki, prasa, książki i oczywiście zdjęcia. Lista prezentowanych twórców jest imponująca i obejmuje m.in.: Mieczysława Bermana, Jana Bogusławskiego, Mariana Bogusza, Jana Bułhaka, Marię Chrząszczową, Zbigniewa Dłubaka, Xawerego Dunikowskiego, Krystynę Gorazdowską, Marię Jaremę, Feliksa Szczęsnego Kowarskiego, Tadeusza Kantora, Julię Kotarbińską, Aleksandra Krzywobłockiego, Tadeusza Kulisiewicza, Bronisława Kupca, Jana Kurzątkowskiego, Bohdana Lacherta, Alfreda Lenicę, Bronisława Linke, Jadwigę Maziarską, Jerzego Nowosielskiego, Fortunatę Obrąpalską, Julię Pirotte, Ernę Rosenstein, Jerzego Skarżyńskiego, Henryka Stażewskiego, Władysława Strzemińskiego, Leona Marka Suzina, Helenę i Szymona Syrkusów, Feliksa Topolskiego, Henryka Tomaszewskiego, Tadeusza Trepkowskiego, Bolesława Utkina, Stefana Wegnera, Marka Włodarskiego, Władysława Wołkowskiego, Andrzeja Wróblewskiego, Wojciecha i Stanisława Zameczników.

 

WP_20151025_027

 

Przejrzysty projekt plastyczny ekspozycji ułatwia jej lekturę. Ciekawym rozwiązaniem jest umieszczenie na ścianach fotomontaży prezentujących fotografie, plakaty czy strony gazet.

 

Wystawa Zaraz po wojnie prezentowana jest w od 3 października 2015 r. do 10 stycznia 2016 r. w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Autorami są: Joanna Kordjak, Agnieszka Szewczyk (kuratorki), Magdalena Komornicka (współpraca), Matosek/Niezgoda (projekt ekspozycji), Błażej Pindor (projekt fotomontaży).

Katalog: Zaraz po wojnie, [red.:] J. Kordjak, A. Szewczyk, Warszawa 2015, s. 364.

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz