Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Cienie i ich przechodnie: Claire Dorn

Cienie i ich przechodnie: Claire Dorn

Tomasz Stempowski | On 07, Cze 2013

Najnowsza płyta Joshuy Redmana Walking shadows zawiera muzykę niezwykle wysmakowaną, wręcz elegancką. Nie znajdziemy tu szaleństw ani przełomowych rozwiązań interpretacyjnych, tylko emocje i mistrzostwo wykonania. Wśród 11 utworów oprócz kompozycji Redmana znajdziemy dzieła innych twórców. Mistrz saksofonu sięgnął zarówno po Adagio Jana Sebastiana Bacha, jak i  Let it be Beatlesów. Interpretacje obu tych „kawałków” są rewelacyjne. Gra Redmana nadaje jedność całej płycie, bez względu na gatunkowe pochodzenie poszczególnych utworów.

W nagraniu płyty oprócz Redmana uczestniczyli Brad Maldou (fortepian), Larry Grenadier (kontrabas), Brian Blade (perkusja) i orkiestra pod dyrekcją Dana Colemana. Za ostateczne brzmienie płyty odpowiedzialny jest Maldou, który ją wyprodukował.

 

 

 

Nim jeszcze zabrzmi muzyka z włożonego do odtwarzacza krążka, jej przedsmak daje zamieszczone na okładce zdjęcie. Jego autorką jest francuska fotografka Claire Dorn.

Dorn jest niezwykle wrażliwa na plastyczne aspekty rzeczywistości. Jej fotografie, bez względu na temat, zarówno krajobrazy, jak i portrety i akty, akcentują stronę estetyczną obrazu. W krajobrazach przestrzeń ulega spłaszczeniu, jakby zanika, pojawia się za to gra płaszczyzn. W ujęciach przestrzeni miejskiej jest podobnie: na pierwszy plan wysuwa się faktura, a właściwie to przestrzeń zamienia się w fakturę. Z kolei akty zamieniają się w martwe natury: kobiece ciała stają się kształtami. Jak to się dzieje, można zobaczyć na stronie artystki http://www.clairedorn.com/index.htm.

Jeśli miałbym spróbować określić jej fotografie jednym słowem, to powiedziałbym, że są kobiece. Nie dlatego, że zrobiła je kobieta, choć to oczywiście ma znaczenie, lecz ze względu na to, że widać w nich dążenie do uładzenia rzeczywistości, do uczynienia jej ładniejszą. Tak jak można wygładzić obrus nierówno rzucony na stół, tak można wygładzić obraz świata. To ciągle ten sam obrus i ten sam świat, ale wygląda inaczej, lepiej.

Także w serii zdjęć, z których jedno wykorzystano na okładce płyty Redmana, najważniejsza wydaje się kompozycja i geometria: drobne punkty rozsiane po płaszczyźnie o delikatnej fakturze, przeciętej prostymi. Ale mimo to tych obrazów nie da się sprowadzić do abstrakcji. Drobny zabieg sprawił, że odnajdujemy w nich ducha surrealizmu. Fotografie przedstawiają uchwyconych z oddali idących ludzi i rzucone przez nich cienie. Kadr został jednak ustawiony w ten sposób, że tam, gdzie spodziewamy się człowieka, jest cień, a jego właściciel leży na ziemi. Tytuł płyty Redmana (Spacerujące cienie) doskonale pasuje do tych obrazów.

Dorn jest artystką zajmującą się różnymi tematami i działającą na wielu polach. Jej fotografie znaleźć można zarówno w galeriach sztuki, gdzie wykonane w niewielkich nakładach odbitki sprzedawane są jako oryginały, jak i w agencjach fotograficznych sprzedających obrazy do celów użytkowych: dla kolorowych magazynów, do reklamy i na… okładki płyt.

Zdjęcie, a właściwie jego fragment, zamieszczone na okładce najnowszej płyt Redmana, pochodzi z serii znajdującej się w ofercie agencji PlainPicture, gdzie zostało opatrzone tytułem Przechodnie (Passers-by). Artystka nie pokazuje żadnego z tych obrazów na swojej stronie domowej. Można zatem sądzić, że przywiązuje do nich mniejszą wagę niż do innych swoich dzieł, że nie uznaje ich za godne sprzedawania w galeriach, ale przeznacza do powszedniego użytku. A jednak te obrazy mają coś w sobie, tak jak muzyka Redmana. I byłoby nieźle posłuchać dźwięków z Walking Shadows, patrząc na cienie spacerujące na wielkoformatowych reprodukcjach (oryginałach?) fotografii Claire Dorn wiszących dookoła.

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz