Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Boso w wysokich obcasach

Boso w wysokich obcasach

Tomasz Stempowski | On 03, Lut 2013

 

Okladka Wysokich ObcasowW „Wysokich Obcasach” (nr 5 (712) z 2 lutego 2013 r.), dodatku do „Gazety Wyborczej”, ukazał się artykuł Karoliny Sulej „Włos na płaszczu” poświęcony twórczości młodej fotografki Karoliny Jonderko. Autoportret  umieszczony na okładce przedstawia twarz na czarno-białym zdjęciu pokazaną w dużym zbliżeniu. To  jakby zapowiedź, że  także w tekście  artystka zostanie opisana
„z bliska”. Kluczem do zrozumienia twórczości fotografiki jest jej życie i przeżycia.  Zapewne można to powiedzieć o każdym twórcy i jego dziele. Ale nawet jeśli to banał, nie znaczy to, że to nieprawda.

Wewnątrz numeru fotografce poświęcono osiem stron (od 12. do 19.), na których oprócz tekstu znalazły się reprodukcje dziesięciu jej zdjęć (zrobionych przez nią) i jednego przedstawiającego ją, ale zrobionego przez Grzegorza Celejewskiego. Osiem zdjęć artystki pochodzi z cyklu „Autoportret z matką”. Inspiracją do jego powstania – nie, inspiracja to złe słowo – powodem albo bólem, który skłonił artystkę do tworzenia, była śmierć matki i poczucie braku. Fotografie przedstawiają Karolinę Jonderko w strojach należących do jej matki, stojącą na boso na tle białej ściany.

Autoportret z matka1Karolina Sulej opisuje genezę powstania tych zdjęć:

Pewnego dnia, oglądając zdjęcia rodzinne, Karolina uświadomiła sobie, że nie ma wielu takich, na których byłyby obie z mamą. Pożałowała, że pozwoliła na to, by jej album miał taką „dziurę”. Poszła do domu babci i otworzyła szafę pełną ubrań po mamie. Czy pamięta, kiedy mama miała je na sobie? Jak wtedy wyglądała, co to była za okazja? Co nosiła na co dzień? Z przerażeniem odkryła, że nie potrafi przypomnieć sobie obrazu mamy sprzed choroby. Pracowicie, mozolnie, z telefoniczną pomocą siostry zaczęła przypominać sobie szczęśliwą mamę, szczęśliwą siebie samą i czas, który wydawał się wymazany z pamięci. Na płaszczu znalazła jasny włos. Wyjmowała ubrania po kolei i układała je w komplety. Każdy miał swoje przeznaczenie. Jeden był na wesele, drugi świąteczny, trzeci na weekend, czwarty do pracy, inny w podróż, zimowy, domowy. Stawała na tle białej ściany i robiła sobie zdjęcie. Boso, z rozpuszczonymi włosami wyglądała jak duch.

Zdjęcia stały się dla Karoliny Jonderko sposobem nie tyle na zatrzymanie czasu, co jego odzyskanie. Obrazowi fotograficznemu przypisuje się zdolność do zamrażania chwili i zachowywania jej na wieczność. W ten sposób może on  pokazać nam przeszłość: coś, czego nie ma, albo kogoś, kogo nie ma. Pomaga to pamiętać. Karolina Jonderko uświadomiła sobie, że w jej prywatnym albumie – nie wiem, czy rozumianym dosłownie, czy symbolizującym pamięć – brakuje takich obrazów. I postanowiła to zmienić. Te zdjęcia to próba odzyskania utraconego: nie materialnie, ale psychicznie. Czy udana?

W tekście do wystawy „Album rodzinny” pokazanej w krakowskim Bunkrze Sztuki w ramach Miesiąca Fotografii, której częścią były fotografie cyklu „Autoportret z matką”, fotografka napisała:

Autoportret z matka3Od jej [matki] śmierci żyję przeszłością i w przeszłości. Całą swoją dotychczasową twórczość opierałam na wspomnieniach i tęsknocie. „Autoportret z matką” jest próbą podsumowania tego ciężkiego dla mnie okresu, ostatecznego pogodzenia się z rzeczywistością i wyjścia poza to, co było.

Karolina Sulej cytuje jeszcze inne jej słowa:

Nie zdążyłam się pożegnać. Dopiero teraz żegnam się z nią poprzez moje fotografie, wyrażam ukryte uczucia. Nie jest to łatwe, wiele rzeczy nieustannie o niej przypomina.

Dwa pozostałe zdjęcia Karoliny Jonderko zreprodukowane w artykule pochodzą z cyklu „Zaginieni”. Praca nad tymi fotografiami także była dla artystki formą autoterapii. Jak sama stwierdziła: to osobista terapia po utracie najbliższych i osobliwe oswajanie straty. Zdjęcia przedstawiają pokoje osób, których zaginięcie zgłoszono Fundacji ITAKA. Artystka tak wspomina chwilę, gdy wpadła na pomysł ich zrobienia:

Siedziałam kiedyś na dworcu PKP i cały peron był wytapetowany twarzami zaginionych osób. Patrzyłam i myślałam: przecież gdzieś muszą być ich czekające rodziny, ich pokoje, zapewne nienaruszone, tak jak pokoje moich zmarłych. 

Jest takie stare powiedzenie: czas leczy rany. Być może dotyczy to też czasu zaklętego w fotografii. I nie chodzi o to, żeby zapomnieć. Przeciwnie, trzeba zapełnić „dziurę w albumie”.

 

 

Indywidualna wystawa Karoliny Jonderko „Zaginieni” prezentowana była od 7 do 27 stycznia 2013 r. w galerii Skwer przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

 

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz