Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Ostrożnie z podpisami

Ostrożnie z podpisami

Tomasz Stempowski | On 30, Cze 2013

 

W „Newsweek Historia” (nr 7/2013) ukazał się wywiad Eli Barbura z Samuelem Willenbergiem, uczestnikiem buntu więźniów w obozie zagłady w Treblince. Jedną z ilustracji do tekstu jest fotografia opatrzona podpisem: Jedno z nielicznych zdjęć z obozu w Treblince. Przedstawia nagie kobiety z dziećmi na rękach czekające na śmierć w komorach gazowych. To nieprawda. To zdjęcie zostało zrobione w innym miejscu.

Reprodukcja zamieszczona w artykule jest bardzo niewyraźna i w rzeczywistości stanowi tylko fragment całego ujęcia. Oryginał pokazuje grupę kobiet w parowie na tle szerszego krajobrazu. Jest to jedno serii pięciu zdjęć dokumentujących zbiorową egzekucję kobiet. Pochodzą z albumu, czy raczej kart przeglądowych, które w 1946 r. zostały przekazane przez Poselstwo Republiki Czechosłowackiej w Warszawie Głównej Komisji Badanie Zbrodni Niemieckich w Polsce z prośbą o pomoc w ustaleniu miejsca i czasu uwiecznionych na nich wydarzeń. O ile wiadomo, GKBZNwP nie udało się stwierdzić, gdzie i kiedy zrobiono te zdjęcia.

Według informacji przekazanych przez stronę czeską zdjęcia zostały znalezione w 1945 r. u zastępcy do spraw prawnych firmy Kunert w Varnsdorfie dr. Aloisa Knötiga. Zeznał on, że dostał je od właściciela fabryki w Varnsdorfie Jindřicha Kunerta, który z kolei otrzymał je od plutonowego nazwiskiem Schäfer.

Obecnie przyjmuje się, że zdjęcia pokazują masakrę Żydów z getta w Mizoczu w dniu 14.10.1942 r. na terenie Gebietskommissariat Sdolbunov. Taką wersję upowszechnia Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie (USHMM), powołując się na ustalenia Centrali Krajowych Administracji Wymiaru Sprawiedliwości ds. Wyjaśnienia Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu (ZSt. II 204 AR 1218/70) oraz zeznania Gendarmerie-Gebietsführera Josefa Paura z 24.8.1961 (204 AR-Z 48/58, Bd. 35, Bl. 6750 ff.) i z 26.6.1961 (204 AR-Z 48/58, Bd. 35, Bl. 6759). W opisie zamieszczonym na stronie USHMM znalazły się jednak pewne nieścisłości. Podano w nim, że fotografie zostały przekazane prawnikowi fabryki w Kunert w Czechosłowacji przez Bezirks-Oberwachtmeistera żandarmerii nazwiskiem Hille, który pracował w fabryce jako odźwierny. Błędnie zostało podane miejsce oraz komu innemu, niż uczyniły to władze czechosłowackie, przypisano pierwotną własność fotografii. Właściwie nie wiadomo, w jaki sposób doszło do identyfikacji miejsca egzekucji. Jednak bez względu na to, czy lokalizacja podana przez USHMM została ustalona prawidłowo, czy nie, fotografii na pewno nie zrobiono w Treblince.

 

 

„Newsweek Historia” nie jest pierwszym wydawnictwem, w którym mylnie opisano omawianą fotografię. Taki sam błąd popełniono w trójjęzycznym angielsko-francusko-niemieckim albumie „We Have Not Forgotten / Nous n’avons pas oublié / Wir haben es nicht vergessen” wydanym w 1962 r. w Warszawie przez Związek Bojowników o Wolność i Demokrację w wydawnictwie Polonia Publishing House, które specjalizowało się w edycjach przeznaczonych dla odbiorcy zagranicznego. To prawdopodobnie właśnie ten album jest odpowiedzialny za upowszechnienie się błędnej wersji opisu fotografii.

Jak wynika z podpisu, „Newsweek Historia” zaczerpnął zdjęcie ze zbiorów Instytutu Yad Vashem, który jest instytucją o dużym autorytecie. Jednak w tym przypadku nie ustrzegł się błędu.

Pomyłki w opisach fotografii historycznych zdarzają się dość często. Czasami wynika to z traktowania zdjęć jako dodatku do tekstu, a nie pełnowartościowego materiału źródłowego. To „lekceważenie” sprawia, że są one reprodukowane w innym rozmiarze i kadrowaniu niż oryginały, o czym czytelnik nie jest informowany, wydawcy nie podają ich pochodzenia ani źródła opisu. Na zjawisko to i jego negatywne konsekwencje zwrócił uwagę Bryan F. Lewis w artykule Documentation or Decoration? Uses or Misuses of Photographs in Historiography of the Holocaust. Jako jeden z przykładów niewłaściwego użycia zdjęć przywołał publikację tej samej fotografii, która ukazała się w „Newsweek Historia”. W pierwszym wydaniu książki Laurence’a Reesa The Nazis. A Warning from History także podano, że pokazuje ona kobiety i dzieci zmierzające do komory gazowej w Treblince, i nie zamieszczono jakichkolwiek informacji, skąd pochodzi ów opis.

Bryan F. Lewis proponuje, żeby w celu uniknięcia podobnych wpadek publikować zdjęcia w całości, bez kadrowania, i zawsze podawać informacje o pochodzeniu ich i podpisów. Ważne według niego jest także to, żeby kopie przeznaczone do publikacji pochodziły z instytucji gwarantujących wysoki poziom merytoryczny opisów, takich jak Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy Yad Vashem. To jednak, jak widzieliśmy, nie zawsze wystarcza. Trzeba zawsze starannie przyjrzeć się każdemu zdjęciu i najlepiej zrobić kwerendę w kilku instytucjach. Gdyby redaktorzy „Newsweeka” oprócz Yad Vashem sprawdzili archiwa USHMM czy Instytutu Pamięci Narodowej, uniknęliby błędu.

 

autor: Tomasz Stempowski


Dodaj komentarz