Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Ojciec Putina

Ojciec Putina

Tomasz Stempowski | On 30, Lis 2012

 

Angora nr 31W 2003 r. polskie media obiegła informacja, że na jednym ze zdjęć pokazujących oficerów kolaborujących z Niemcami oddziałów rosyjskich widoczny jest ojciec prezydenta Rosji Władimira Putina.

Sprawę wywołała publikacja tygodnika „Angora”, który na okładce numeru 31 z 3.8.2003 r. opublikował ww. zdjęcie z wklejonym dla porównania portretem prezydenta Rosji i zamieścił w nim krótki artykuł Józefa Szaniawskiego pt. Czy ojciec prezydenta Rosji brał udział w stłumieniu Powstania Warszawskiego?. Autor twierdził, że zdjęcie odnalazł i rozpoznał na nim ojca Władimira Putina Wiktor Suworow (prawdziwe nazwisko Bohdan Riezun), były rezydent sowieckiego wywiadu wojskowego GRU w Szwajcarii, który w 1978 r. przeszedł na stronę wywiadu brytyjskiego, a także znany autor bestsellerowych książek, takich jak „Akwarium” i „Lodołamacz”, demaskujących działania wywiadu sowieckiego i nieznane karty historii ZSRR. Miał on w lutym 2003 r. w trakcie zbierania dokumentacji do książki o marszałku Gieorgiju Żukowie w „tajnych archiwach” w Londynie, zawierających dokumenty 8. armii brytyjskiej, natknąć się na kontrowersyjną fotografię.

Zdjęcie miało zostać zrobione w sierpniu 1944 r. podczas pacyfikacji Powstania Warszawskiego. Przedstawia sześciu oficerów oglądających mapę. Trzech z nich ubranych jest w mundury kozackie, dwóch w niemieckie, a jeden w mundur ROA. Według Szaniawskiego na zdjęciu znajdują się dopiski wskazujące, że pierwszy z lewej to porucznik Władimir Putin, a dwaj żołnierze w kozackich czapkach stojący obok to major Frołow i porucznik Michalczewskij.

Krótki tekst Szaniawskiego rozpoczął cykl zatytułowany Historia jednej fotografii, publikowany aż do nr. 41 z12.10.2003 r. Szybko okazało się, że wątpliwości budzi wiele okoliczności publikacji.

Najpierw zakwestionowano pochodzenie zdjęcia z „tajnych archiwów londyńskich”. W numerze 33 z 17.8.2003 r. wydrukowane zostały listy czytelników, którzy zwrócili uwagę, że zdjęcie było wcześniej kilkakrotnie publikowane. Po raz pierwszy w 1957 r. w albumie Jana Grużewskiego i Stanisława Kopfa Dni Powstania. Kronika fotograficzna walczącej Warszawy, wydanym przez Wydawnictwo PAX (a także w jego reedycji z 1984 r.). Opatrzono je tam podpisem: „W likwidowaniu Powstania i paleniu miasta biorą udział – oprócz Niemców – oddziały ukraińskich renegatów pod komendą płk. Kamińskiego (na zdjęciu). Jednostki tzw. ROA zasłynęły z okrucieństw i mordów”. Zreprodukowano je także w tomiku Wacława Gluth-Nowowiejskiego „Śmierć poczeka”, wydanym w 1977 r. w serii wydawnictwa KAW „Zdarzenia, Sensacje, Zagadki”.

Stanisław Kopf, z którym tygodnik „Angora” przeprowadził wywiad, potwierdził, że to on opublikował kontrowersyjne zdjęcie jako pierwszy:

To zdjęcie, razem z innymi fotografiami z powstania, znajdowało się w zbiorach Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego w Warszawie. Już nie pamiętam, czy znalazłem je w baraku, jaki stał przy Zamku Ujazdowskim, czy też w budynku, w którym dziś mieści się Galeria Porczyńskich. W obu tych miejscach znajdowały się wówczas zbiory muzeum. Świetnie pamiętam, że przekazała mi je pracownica, taki babochłop. Prawdziwa komunistka, która swoje przekonania podkreślała na każdym kroku[1].

Zbiory fotograficzne Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego znajdują się dziś w Muzeum Niepodległości. Jak ustaliła „Angora”, jest w nich seria sześciu zdjęć opatrzonych sygnaturami od 4425 do 4430. Składa się z odbitek pozytywowych, których stan zachowania i słabo czytelne opisy na rewersach świadczą, że najprawdopodobniej wykonano je w czasie wojny. Adnotacje trudno odcyfrować, ale wynika z nich, że zdjęcia przedstawiają scenę planowania dalszych działań.

Żadna z tych fotografii nie zawiera ujęcia, które opublikował Kopf i rzekomo odnalazł Suworow. Na trzech widać tych samych oficerów, co tam. Jedno pokazuje grupę żołnierzy opatrujących rannego porucznika o nazwisku Bondarenko. Jedno – sześciu mężczyzn, w tym SS-Brigadeführera Kamińskiego i jego adiutanta[2]. Seria stanowi część kolekcji 39 fotografii, zakupionej przez muzeum w 1968 r. za 2340 zł od pana Andrzeja Ressela, zamieszkałego w Łodzi przy ul. Sienkiewicza 35. Ponieważ zmarł on wiele lat temu, nie ma możliwości ustalenia, jak wszedł w posiadanie fotografii[3].

Pojawiły się także sugestie, że fotografia to fotomontaż. Świadczyć o tym ma dziwny sposób, w jaki oficer podobny do Putina trzyma mapę, i jego nadzwyczaj długa ręka. Jednak jak zauważył Szaniawski, to mało prawdopodobne, bowiem zdjęcie zostało po raz pierwszy opublikowane w 1957 r., a wtedy nikt nie mógł przypuszczać, że Putin zostanie prezydentem Rosji[4].

Wkrótce okazało się, że Wiktor Suworow nie miał nic wspólnego z publikacją fotografii. Po tym, jak zamieściła je na okładce „Angora”, sprawa nabrała rozgłosu także w Rosji. Zajęła się nią m.in. „Komsomolska Prawda”. Dopiero wtedy miał się o zdjęciu dowiedzieć Suworow. Uznał, że bezprawnie posłużono się jego nazwiskiem, i wysłał dementi do administracji prezydenta, do nadzwyczajnego i pełnomocnego posła Rosji w FR, „Komsomolskiej Prawdy” i swoich przyjaciół w Rosji. W wywiadzie udzielonym „Komsomolskiej Prawdy” powiedział m.in.: „Nigdy nie zajmowałem się tą kwestią i nikomu żadnych fotografii nie przekazywałem. To nie mój styl, nie moje podejście. Nie zajmuję się współczesnym życiem politycznym Rosji, 25 lat nie byłem w kraju, tutaj jestem za górami. Jeżeli coś robię, to przedstawiam dowody. […]To, co się zdarzyło, jest podłością w stosunku do prezydenta. Bardzo sprytnie wymyśloną podłością. Wszyscy wiedzą, że mam opinię skandalisty, że jestem w opozycji. Myślę, że nawet liczono na to, że nie zaprotestuję, że to wszystko jest mi na rękę. Ale takie działanie, w czasie którego kopie się pod ojcem, żeby oczernić syna, jest, według mnie, obrzydliwością”[5].

Józef Szaniawski, który powołał się na Suworowa, publikując zdjęcie w „Angorze”, podtrzymał swoją wersję o jej pochodzeniu mimo zaprzeczeń rosyjskiego autora. Zasugerował, że wywiad dla „Komsomolskiej Prawdy” mógł być mistyfikacją. W wywiadzie dla „Angory” podał szereg szczegółów okoliczności, w jakich je otrzymał: „Suworow pokazał mi je osobiście podczas ostatniego pobytu w Polsce. […] Wiktor mieszkał w Bristolu, moje mieszkanie jest niedaleko, więc 6 czerwca bieżącego roku około godz. 17 wpadłem do niego do hotelu”[6].

Ponieważ Szaniawski twierdził, że nie może się skontaktować z Suworowem, żeby wyjaśnić sprawę, „Angora” zwróciła się do Wiesława Bielińskiego, współwłaściciela wydawnictwa Adamski i Bieliński, które wydaje w Polsce książki Suworowa. Według jego słów:

Podczas ostatniej wizyty Suworowa w Polsce (chyba w czerwcu tego roku) Józek twierdził, że te fotografie dostał od przebywającego w Stanach Zjednoczonych pułkownika Ryszarda Kuklińskiego […], a Kukliński miał dostać je z tajnych archiwów CIA. […] O ile pamiętam, Szaniawski rozdawał to zdjęcie jako strasznie tajne. Chyba było to w tym czasie, gdy w Warszawie otwierano wystawę wydawnictw niezależnych[7].

W końcu w numerze 40 z 5.10.2003 r. „Angora” opublikowała oświadczenie Suworowa datowane na 17.9.2003 r., które otrzymała za pośrednictwem Wiesława Bielińskiego:

3 sierpnia w Pańskiej gazecie pojawił się artykuł o ojcu prezydenta Rosji W. W. Putina. Zostało opublikowane zdjęcie oficera w niemieckim mundurze oraz stwierdzenie, że ojciec Putina służył w składzie Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (ROA) i nosił niemiecki uniform. Poza tym twierdzi się, że te wiadomości pochodzą ode mnie. Oświadczam kategorycznie:

– nie przeprowadzałem żadnych śledztw w sprawie ojca Putina;

– nie pisałem żadnych artykułów na ten temat;

– nie przekazywałem żadnych fotografii autorowi artykułu;

– nigdy nie twierdziłem, że ojciec W. W. Putina miał jakiekolwiek związki z ROA.

Mimo jednoznacznych wypowiedzi rosyjskiego autora Józef Szaniawski nadal podtrzymywał swoją wersję wydarzeń[8]. W następnym numerze gazety wydrukowano wywiad z Suworowem, który potwierdził, że nie dawał mu fotografii, lecz przeciwnie: dostał ją od Szaniawskiego, który powiedział mu, że znalazł ją w Waszyngtonie.

Publikacja fotografii dała tygodnikowi „Angora” sposobność do opublikowania serii artykułów niepozbawionych współczesnych i historycznych wątków sensacyjnych. Wydaje się, że redakcja tak dozowała materiał, by podtrzymać zainteresowanie jak najdłużej. Sprawa pozostała nie do końca wyjaśniona. Każda ze stron, Suworow i Szaniawski, przedstawiających przeciwstawne wersje odnośnie do odnalezienia zdjęcia pozostała przy swoim zdaniu. 4 września 2012 r. Józef Szaniawski zginął tragicznie w Tatrach.

autor: Tomasz Stempowski



[1] Krzysztof G. Różycki, Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, „Angora” nr 38 (21.IX.2003).

[2] Artykuł Różyckiego w „Angorze” jest bardzo nieprecyzyjny. Nie wyjaśnia np., czy wszystkie ujęcia znajdujące się w Muzeum Niepodległości miał też Knopf, i nie opisuje jednego z serii sześciu zdjęć.

[3] Krzysztof G. Różycki, Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, „Angora” nr 38 (21.IX.2003).

[4] Krzysztof G. Różycki, Długie ręce Putina. Rozmowa z Józefem Szaniawskim, dziennikarzem i historykiem, „Angora” nr 36 (7.IX.2003).

[5] Daria Kiriłłowa, To bardzo chytrze wymyślona podłość, „Angora” nr 35 (31.VIII.2003).

[6] Krzysztof G. Różycki, Długie ręce Putina. Rozmowa z Józefem Szaniawskim, dziennikarzem i historykiem, „Angora” nr 36 (7.IX.2003).

[7] Krzysztof G. Różycki, „Józek, nie daruje ci tej…”, „Angora” nr 39 (28.IX.2003). W cytacie pominięto wtręty autora wywiadu.

[8] Krzysztof G. Różycki, Czekając na konfrontację, „Angora” nr 40 (5.X.2003).


Dodaj komentarz