Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Dziwna wojna – dziwny blog

Dziwna wojna – dziwny blog

Tomasz Stempowski | On 27, Sty 2013

 

W sobotę 26 stycznia Onet.pl zamieścił informację i galerię zdjęć ze strony dziwnawojna.pl. Blog bierze udział w trwającym właśnie konkursie Blog Roku 2012 w kategorii „Pasje i Zainteresowania”. Organizatorem konkursu jest Onet.pl, zatem jego zaangażowanie w promocję jednego z uczestników konkursu wygląda nieco dziwnie, no chyba że portal poświęci tyle samo miejsca na prezentacje pozostałych. To, że redaktor naczelny strony Marcin Łukasz Makowski jest, jak sam o sobie pisze, współpracownikiem portalu Onet.pl, nie ma zapewne żadnego znaczenia. Jednak w gruncie rzeczy nie to, lecz treści zawarte na stronie są przedmiotem mego zainteresowania.

Autorzy bloga przedstawiają go tak:

Strona dziwnawojna.pl założona została przez pasjonatów historii, kładących nacisk na okres największego konfliktu militarnego w dziejach ludzkości. Do tematyki staramy się podchodzić z dystansem, więc na naszym portalu znajdziecie wiele nietypowych ciekawostek i fotografii utrzymanych w tematyce II wojny światowej.

Pokażemy wam życie żołnierzy od kuchni. Ich codzienne zmagania z warunkami frontu, a także zwykłe aspekty niezwykłych dni przedzielanych krwawymi bitwami. Udowodnimy, że żarty i zabawa były normalną częścią wojennej rzeczywistości, a w humorze walczące ze sobą armie niejednokrotnie szukały ucieczki przed tragizmem tamtych czasów.

Już te deklaracje budzą pewną podejrzliwość. Najpierw nazwa bloga: „dziwna wojna” to określenie sytuacji, jaka powstała na froncie zachodnim, kiedy alianci po wypowiedzeniu wojny Niemcom nie podejmowali faktycznie żadnych lądowych działań militarnych. Dziwna wojna potocznie to taka niby-wojna czy też wojna pozorowana. To pozorowanie i to „na niby” pasuje także do bloga. Wybór takiej nazwy świadczy, że przedmiotem zainteresowania będzie nie wojna jako fenomen historyczny i tragiczne doświadczenie wielu ludzi, ale raczej wojna jako przedstawienie, ciekawostka, nawet rozrywka. Autorzy w gruncie rzeczy do historii podchodzą , jak to określili, z dystansem, traktują jako składnicę: nietypowych ciekawostek i fotografii utrzymanych w tematyce II wojny światowej. Dlatego ze strony niewiele dowiemy się o historii najtragiczniejszego konfliktu zbrojnego XX wieku, za to zobaczymy, co się podobało redaktorom i co ich zadziwiło. To dążenie do sensacji zaznaczono w podtytule strony: II wojna światowa, jakiej nie znacie.

W większości wypadków fotografie prezentowane na stronie nie zostały opatrzone podpisami mówiącymi, kiedy, gdzie i przez kogo zostały zrobione. Często nie wiadomo, co dokładnie przedstawiają. Towarzyszące im tytuły i krótkie teksty mają przyciągnąć uwagę, nie przekazać informację. Kilka przykładów:

 

Fragment strony dziwnawojna.pl ze zdjęciem biblioteki Holland House, stan z 27.1.2013.

 

Fotografia pokazująca trzech mężczyzn przeglądających książki w ruinach zniszczonej biblioteki Holland House opatrzona została tytułem Po prostu Anglicy w bibliotece… i tekstem W Londynie prawdziwym miłośnikom książek nie przeszkadzały nawet bomby zrzucane na biblioteki. Niemiecki nalot miał miejsce w nocy 27 września 1940 r., zdjęcie najprawdopodobniej zostało zrobione nazajutrz. Fotografia jest często reprodukowana i uważa się ją za symbol narodowego hartu ducha Anglików. Jednak z dużym prawdopodobieństwem uwieczniona na nim scena – trzech przeglądających książki mężczyzn – została zainscenizowana. Tak przynajmniej uważa Susan Sontag[1].

 

 

Zdjęcie Juliena Bryana przedstawiające trzech mężczyzn obserwujących niebo spod arkady Teatru Wielkiego w Warszawie we wrześniu 1939 r. zostało zatytułowane Obywatelska straż pożarna i podpisane Strażacy ochotnicy obserwują niebo w przerwie pomiędzy nalotami. Warszawa 1939. Nazwiska fotografa nie podano. W rzeczywistości mężczyźni to nie strażacy, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. U jednego na ramieniu widać opaskę z literami SO, co świadczy, że był on członkiem Straży Obywatelskiej, formacji powołanej przez prezydenta Starzyńskiego dla utrzymania porządku i bezpieczeństwa w oblężonej stolicy. Wiadomo także, że był on przez pewien czas kierowcą autora fotografii. No cóż, strażnik i strażak to podobne słowa, obaj służyli w straży.

W zupełnie już kuriozalny sposób historia wojny została pokazana na innym zdjęciu. Nie wymaga ono komentarza: tytuł i podpis mówią same za siebie (bo nie za zdjęcie). Tytuł: Tymczasem w Ameryce… Podpis: My tu gadu gadu o czołgach, wojnie i krwi, a tymczasem w USA (a przynajmniej w Vermont) życie nadal toczyło się swoim spokojnym, niezmąconym tempem.

 

 

W przypadku dwóch pierwszych fotografii nieścisła jest jeszcze jedna informacja. Nie zamieszczono jej przy fotografiach, lecz w zakładce O stronie. Znajduje się tam zapis: Wszystkie fotografie, które publikujemy na stronie, należą do domeny publicznej i pochodzą z ogólnodostępnych zasobów archiwalnych. Prawa do zdjęcia biblioteki Holland House ma Historic Building and Monuments Commission for England, nazywana najczęściej English Heritage, do której w 1999 r. została przyłączona Royal Commission on the Historical Monuments of England, wcześniej dysponująca fotografią. Choć swoim logo opatrują je także inne agencje fotograficzne, a zasadność opatrywania go copyrightem bywa kwestionowana. Prawa do fotografii Juliena Bryana ma jego syn Sam Bryan, a dysponuje nimi United States Holocaust Memorial Museum.

Słowa zdecydowanie nie są najważniejszą i najmocniejszą stroną bloga. A bez nich obrazy są jakby niepełne. Strona dziwnawojna.pl jest dobrym dowodem na trafność słów przywoływanej już Susan Sontag:

Fotografia to – cieniutka warstwa przestrzeni i czasu. W świecie rządzonym przez obraz fotograficzny wszelkie granice („ramki”) wydają się dowolne. Wszystko da się rozdzielić, przeciąć, odłączyć od czegoś innego: wystarczy odmiennie skadrować obraz. I vice versa: wszystko można ze sobą połączyć. Fotografia wzmacnia nominalistyczny pogląd na rzeczywistość społeczną traktowaną tak, jak gdyby składała się z małych jednostek występujących w nieskończenie wielkiej liczbie – jako że nieskończona jest liczba czegokolwiek. Poprzez fotografie świat staje się ciągiem niezwiązanych ze sobą, swobodnych cząstek, a historia i współczesność – skupiskiem anegdotek i faits divers. Aparat fotograficzny atomizuje rzeczywistość, poddaje ją manipulacji i zniekształca. Jest to wizja świata zaprzeczająca wzajemnym związkom i ciągłości, otaczająca każdą chwilę nimbem tajemniczości[2].

Świat ulega rozbiciu na osobne obrazki, które mogą być ciekawe lub nudne, ładne lub brzydkie itd., itp. Tak właśnie historia pokazana jest na stronie dziwnawojna.pl. Okazuje się jednak, że dla wielu to nie wada. 27 stycznia 2013 r. 8918 osób lubiło obiekt II wojna światowa, jakiej nie znacie.

 

autor: Tomasz Stempowski



[1] S. Sontag, Widok cudzego cierpienia, tłum. Sł. Magala, Kraków 2010, s. 70-71.

[2] S. Sontag, O fotografii, tłum. Sł. Magala, Warszawa 1986, s. 26.


Dodaj komentarz