Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Fotografia jest sztuką trudną

Fotografia jest sztuką trudną

Tomasz Stempowski | On 30, Cze 2014

 

Osiemnaście lat temu, 29 czerwca 1996 roku, zmarł Stanisław Czycz. Oprócz powieści, opowiadań i wierszy pozostawił niezwykły cykl… podpisów do zdjęć.

W styczniu 1964 roku w „Przekroju” pojawiła się nowa rubryka zatytułowana Fotografia jest sztuką trudną. Fotoamator Michał C. publikował w niej swoje zdjęcia i komentarze do nich. W pierwszym odcinku pokazał cztery fotografie. Ta umieszczona na początku przedstawia kilka wróbli, chyba na parapecie okna, za którym widać krajobraz z drzewami. Tekst pod nią to jakby poetycko-fotograficzny manifest:

… i mam dużo pięknych zdjęć.

Jest w naturze człowieka, że jak ma coś pięknego, chce pokazać innym, a piękna jest spragniony każdy i przyjmuje z radością.

Świat ma tyle pięknych widoków i tym podobnych zajść i wzbiera pragnienie utrwalenia najpiękniej jak się umie.

Fotografowanie jest gałęzią Sztuki trudną i nim doszedłem do tych wyników, włożyłem dużo przez kilka lat starań i niepowodzeń. Które tu dołączam. To na przykład:

Wróbelki. Ptaszki najbardziej wzruszające. Nigdy nas nie opuszczają. Osiem, a może nawet dziewięć. Bardzo ładne. Ale że ich nie można dokładnie policzyć, zdjęciu może brakuje coś do dokładności, jest już piękne, ale jeszcze nie arcydzieło; zawsze trzeba mieć duży krytycyzm do swoich prac. To znaczy, żeby dało się je policzyć. Rzućmy im coś do zjedzenia, one bardzo lubią.

Już w tym krótkim fragmencie uwidaczniają się najbardziej charakterystyczne cechy stylu Michała C. Niezręczności językowe, błędy składniowe i gramatyczne, niespójna narracja sprawiają wrażenie, że jest on pisarsko nieporadny i intelektualnie naiwny. Wprowadzają element komizmu, ale jednocześnie sprawiają, że podpis – proza niby użytkowa – przenosi się w sferę poezji.

Michał C. jest fotoamatorem, i to raczej nie najlepszym. Jego zdjęcia nie są szczególnie udane. Od samego początku boryka się z problemem niezgodności tego, co zamierzał uchwycić w kadrze, z tym, co w rzeczywistości się w nim znalazło. Jednak nawet te nieudane ujęcia – źle wykadrowane, nieostre, prześwietlone lub niedoświetlone – są według niego warte pokazania. Po prostu reinterpretuje on obraz, znajduje w nim wartości, które choć przypadkowe i niezamierzone, nadają mu sens. To zderzenie zamiarów z rezultatami jest niewyczerpanym źródłem komizmu. Śmiejemy się z Michała C., bo czujemy się od niego mądrzejsi. A on odgrywa prostaczka i wciąga nas w swoją grę.

Punktem wyjścia dla wielu rozważań Michała C. jest jakiś obiegowy sąd na temat fotografii, który czytelnik, jak się wydaje, może podzielać. Jednak sposób, w jaki odwołuje się do niego Michał C., wydaje się śmieszny, jakby nie rozumiał właściwego sensu słów albo może przyjmował je zbyt dosłownie. Zresztą szybko porzuca sam obraz i kieruje swoje rozważania w inne rejony. Nigdy nie wiadomo, dokąd dojdzie. Autor przeplata różne motywy, miesza opisy z refleksjami, gmatwa wątki. W niektórych wypadkach w jednym tekście łączy elementy tak odległe i zaskakujące, że efekt jest równie surrealistyczny jak przypadkowe spotkanie na stole sekcyjnym maszyny do szycia i parasola, opiewane przez Lautréamonta. Ta nieprzewidywalność to kolejny chwyt budzący zainteresowanie czytelnika.

Reprodukcje zdjęć zamieszczone w „Przekroju” są bardzo małe i wskutek kiepskiej kondycji polskiej poligrafii słabej jakości. Czasami mało co na nich widać. Tak naprawdę, ich treść poznajemy nie tyle, patrząc, ile czytając podpisy. Być może to efekt przypadkowy, wynikający z „obiektywnych trudności” gnębiących polskie drukarnie, ale idealnie wpasowuje się w konwencję cyklu. Reprodukcje mogą być kiepskie, tak jak same fotografie nie muszą być formalnie poprawne. To nie obrazy są tu najważniejsze, ale to, co dzieje się wokół nich – przeżycia, jakie towarzyszą ich wykonaniu i oglądaniu; okoliczności, w jakich je zrobiono; uczucia i myśli, które wywołują. Sam obraz fotograficzny nie potrafi przekazać tego wszystkiego, jest środkiem wyrazu zbyt ubogim. To jedna z zasadniczych bolączek Michała C.: Jak pokazać na zdjęciu wszystko, co widział i czuł?

Obraz to za mało. Potrzebne są jeszcze słowa. Bez nich czasem nie da się powiedzieć, co jest na zdjęciu. Dobrze widać to na przykładzie fotografii człowieka skaczącego do wody, ujętego na tle nieba „Przekrój”, 1965, nr 1069 (3 X):

Jak i jeszcze to zdjęcie; też znad tamtego stawu, nawet całkiem nieprzytomne. Bo nie wiadomo, czy to jaki człowiek-ptak, czy normalny i czy leci poziomo czy pionowo, i czy spadał, czy się wznosił; czy może spadł z jakiegoś drzewa co rosły nad stawem, czy odwrotnie – wzlatywał z wody w górę; wiem tylko, że się pojawił w powietrzu i nie zauważyłem (zajęty aparatem, robieniem tego zdjęcia) gdzie znikł, czy w wodzie, czy też w chmurach. W tej niedzieli wszystko już wydawało mi się możliwe.

Fotografie niejednokrotnie zawodzą pokładane w nich nadzieje. Omawiając zdjęcie przedstawiające kobiety w kropkowanych spódnicach, stojące przy samochodzie („Przekrój”, 1965, nr 1049 (16 V)), Michał C. pisze:

Ani ten dość elegancki samochód ani nawet to jego – równie pociągające – otoczenie, lecz kropki na sukniach tych dwu pań mnie zatrzymały. Stanąłem i ani rusz nie mogłem ich policzyć. Liczyłem je od góry do dołu i z powrotem i w poprzek i nic, a tylko mi się wszystko myliło. Zrobiłem więc zdjęcie całego widoku, ale chodziło mi głównie o kropki – trudno lecz muszę przyznać, że mnie jakby zauroczyły.

A na zdjęciu jest łatwiej policzyć, tak mi się przynajmniej zdawało, poza tym te panie się ruszały odsłaniając raz mniej raz więcej kropek.

Tymczasem i na zdjęciu trudno. Policzyłem tylko te większe, na sukni pani stojącej bliżej samochodu, jest ich 125 – o ile się nie pomyliłem. Bo te kropki w czasie liczenia zdają się biegać, i nie tylko po sukni, ale i nawet po całym zdjęciu, zjawisko całkiem niezwykłe.

Kropek na drugiej sukni nie mogłem się poprawnie doliczyć nawet do kolan, nie mówiąc już co by się mogło zacząć dalej. Choć mnie pociągają jeszcze dalej.

 

Kropki

 

Inna sprawa, że Michał C. żąda od obrazu fotograficznego naprawdę wiele. W komentarzu do fotografii krajobrazu („Przekrój”, 1965, nr 1049 (16 V)) tłumaczy: Na trzecim drzewie, licząc od prawej strony siedzi dzięcioł i głośno stuka w pień. Na tym zdjęciu prawie go nie widać, zresztą i robiąc zdjęcie słabo go widziałem a tylko słyszałem jak stukał. Na fotografii z trudem można dopatrzeć się drzew.

DzieciolCykl Fotografia jest sztuką trudną ukazywał się od stycznia 1964 roku do listopada 1969 roku. Kolejne odcinki pojawiały się nieregularnie, czasami z kilkumiesięcznymi przerwami. W sumie ukazało się ich 27. Pod wszystkimi podpisał się „Michał C. – fotoamator”. W odcinku jedenastym redakcja zdradziła – jak zaznaczyła, za zgodą autora – że pod tym pseudonimem skrywa się pisarz Stanisław Czycz. Przy najbliższej okazji zabrał głos on sam. W liście do redakcji napisał:

… z pewnym zdumieniem przeczytałem w numerze 1049 Przekroju, że Michał C. fotoamator – to ja. Bardzo możliwe (bo nie pamiętam, ale mogłem po prostu zapomnieć), że zgodziłem się na ujawnienie nazwiska Michała C.

Chodzi mi o to, że Przekrój – całkiem przeciwnie do zamierzenia – wprowadził swoich czytelników raczej w błąd; przynajmniej tych paru, którzy mnie znają. Pomijając już, że nie jestem fotoamatorem i że fotografika mało mnie interesuje, to przecież ten jakiś – nazwijmy – portret duchowy Michała C., wyłaniający się, jak sądzę, z tych zdjęć i opisów, jest dość różny od mojego. […]

Przyznaje jednak: …później w niektórych zdjęciach zobaczyłem coś więcej niż na początku – że „coś” tam w sobie mają. To „coś” jest trudne do określenia, ale ciągle budzi zainteresowanie. Przypadło też chyba do gustu czytelnikom „Przekroju”, sokoro cykl ukazywał się tyle lat. Jedno z pewnością udało się fotoamatorowi Michałowi C. pokazać – i nie szkodzi, że było to wiadome od samego początku – fotografowanie jest sztuką trudną… pisanie też.

„Przekrój” dostępny jest w formie plików djv w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Oto lista numerów pisma zawierających kolejne części cyklu Fotografia jest sztuką trudną wraz z linkami:

„Przekrój”, 1964, nr 980 (19 I), s. 5

„Przekrój”, 1964, nr 983 (9 II), s. 5

„Przekrój”, 1964, nr 999 (31 V), s. 5

„Przekrój”, 1964, nr 1006 (19 VII), s. 12

„Przekrój”, 1964, nr 1024 (22 XI), s. 7

„Przekrój”, 1964, nr 1027 (13 XII), [p.t. Fotografowanie jest sztuką trudną], s. 15

„Przekrój”, 1964, nr 1028/1029 (Gwiazdka), [p.t. Fotografowanie jest sztuką trudną], Wspomnienia sprzed roku… Ileż w nich uroku!!!, s. 14

„Przekrój”, 1965, nr 1040 (14 III), s. 5

„Przekrój”, 1965, nr 1042 (28 III), s. 11

„Przekrój”, 1965, nr 1044/1045 (Wielkanoc), s. 11

„Przekrój”, 1965, nr 1049 (16 V), s. 10

„Przekrój”, 1965, nr 1053 (13 VI), s. 10

„Przekrój”, 1965, nr 1069 (3 X), s. 4

„Przekrój”, 1966, nr 1117 (4 IX), s. 5

„Przekrój”, 1966, nr 1120 (25 IX), s. 13

„Przekrój”, 1966, nr 1127 (13 XI), s. 12

„Przekrój”, 1966, nr 1129 (27 XI), s. 1

„Przekrój”, 1967, nr 1144 (12 III), s. 1

„Przekrój”, 1967, nr 1152 (7 V), s. 1

„Przekrój”, 1967, nr 1164 (30 VII), Nowoczesność = Ruch + Czas,, s. 11

„Przekrój”, 1968, nr 1205 (12 V), s. 13

„Przekrój”, 1968, nr 1211 (23 VI), Portret, s. 11

„Przekrój”, 1968, nr 1217 (4 VIII), Upał!, s. 15

„Przekrój”, 1968, nr 1224 (22 IX), Fotografia reklamowa, s. 15

„Przekrój”, 1968, nr 1227 (13 X), Zdjęcia frywolne, s. 10

„Przekrój”, 1969, nr 1245 (16 II), Fotografia symetryczna, s. 13

„Przekrój”, 1969, nr 1285 (23 XI), s. 1

W 1998 roku Marek Barański zrealizował na podstawie felietonów z „Przekroju” dokument pod takim samym tytułem jak cykl Czycza. Niestety dotrzeć do niego jest bardzo trudno. O ile wiem, nie ma wersji DVD, a na ekranach prezentowany jest bardzo rzadko. A szkoda, bo i dziś warto posłuchać, co miał do powiedzenia Michał C. – fotoamator. Być może nikt nie nauczy się od niego robić zdjęcia, ale rozrywki dostarcza świetnej.

 

Przekroj

 

 

autor: Tomasz Stempowski

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz