Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Świat. Fotografie dzieci z Jasionki i Krzywej

Świat. Fotografie dzieci z Jasionki i Krzywej

Tomasz Stempowski | On 05, Gru 2012

 

W lipcu 2002 r. dzieci z Jasionki i Krzywej, popegeerowskich wsi Beskidu Niskiego, wzięły udział w warsztatach fotograficznych zorganizowanych przez Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa. Inicjatorami przedsięwzięcia byli fotografowie „Gazety Wyborczej”: Piotr Janowski, Paweł Kula i Marek Noniewicz. Oni też poprowadzili warsztaty. Dzieciom rozdano proste aparaty, tzw. małpki, i polecono fotografować to, co chcą, nie udzielając żadnych instrukcji odnośnie do tematu i formy zdjęć.
W rezultacie uzyskano ponad 3000 fotografii. 99 spośród nich zostało w 2002 r. opublikowanych w albumie wydawnictwa Czarne (91 na osobnych stronach, 1 na okładce i 7 w tekstach wprowadzających). Wyboru zdjęć dokonał Piotr Janowski, którego krótkie wprowadzenie otwiera książkę.
W tomie zamieszczono też esej Andrzeja Stasiuka, pisarza i współwłaściciela wydawnictwa Czarne. Projekt graficzny tomu opracowali Basia Niewiadomska i Piotr Janowski. Fotografie pokazano także na wystawach eksponowanych w galeriach w Gorlicach i Warszawie w roku 2002, w Wiedniu, Krakowie, Wadowicach i Göteborgu w 2003 oraz w Łodzi w 2004.

Album jako całość jest wydawnictwem niezwykle ciekawym. Prosty i przejrzysty projekt graficzny nie zaburza lektury obrazów. Na każdej stronie umieszczono po jednym zdjęciu, które zajmuje trochę ponad jej połowę, pozostawiając bardzo szeroki biały margines. Przy zdjęciach podano tylko imię, nazwisko i wiek autora, bez żadnych informacji o tym, co przedstawia obraz.

Może się wydawać, że całkowicie oddano głos (choć to słowo dziwnie brzmi w odniesieniu do obrazów) młodym fotografom. Pozwolono im wypowiedzieć się środkami wizualnymi, a twórcy albumu zrezygnowali z własnych komentarzy. Ale to pozór. Tak naprawdę tylko zdjęcia są dzieci, album jest dorosłych. Przy baczniejszym spojrzeniu jego retoryczna natura jest bardzo wyraźna.

Kształtowanie przekazu zaczęło się już na etapie projektowania i prowadzenia projektu. Został on określony mianem warsztatów, co przywodzi na myśl jakąś pracę z dziećmi,
w czasie której przez fotografowanie nabędą lub rozwiną swoje umiejętności. Wydaje się jednak, że nie to było celem autorów. Nie dzieci były tu podmiotem. We wstępie Piotr Janowski napisał:

Nie chodziło o to, żeby uzyskać techniczną doskonałość, by dzieci poznawały zależność między czasem a przesłoną, by głowiły się nad kadrem i kompozycją. Aparaty dobrałem w taki sposób, by umożliwiły spontaniczne i nieskrępowane technicznymi parametrami fotografowanie. To miała być przede wszystkim zabawa w robienie zdjęć.

W wersji angielskiej, skierowanej, jak można sądzić, do zagranicznych nabywców albumu, brzmi to bardziej dosadnie: I didn’t want the children to achieve technical perfection, to learn the relationship between time and shutter, or to bother about frame and composition. (Nie chciałem, żeby dzieci osiągnęły techniczną perfekcję, żeby poznały stosunek czasu do przesłony lub martwiły się kadrem i kompozycją).

Innymi słowy, nie zamierzano dzieci uczyć robienia dobrych zdjęć, chciano, by dostarczyły one ciekawego materiału – obrazów, których fotografowie, jako obcy przybysze z innego świata, wobec których zawsze przybiera się pozy, nie mogliby uzyskać. W gruncie rzeczy dzieci spełniły rolę małych agentów. Jak sądzę, chciano
w ten sposób uzyskać obrazy, którym można przypisać status fotografii dokumentalnej
i uznać za prawdziwe. Zdjęcia zrobione przez niewprawne w fotografowaniu dzieci miały osiągnąć efekt wizualnego autentyzmu, nad którym renomowani fotografowie długo pracują, bacząc, by ich kadrowanie i kompozycja były odpowiednio zaburzone.

Nasuwa się też podejrzenie, że chodziło nie tylko o prawdę, ale także o efekt pewnej egzotyki. O dziwność, jaką dla mieszczucha z wielkiego miasta mogą stanowić obrazy z biednej wsi na końcu Polski.

Następny etap zabiegów retorycznych to wybór fotografii. To, że wyselekcjonowano 99 zdjęć, znaczy, że nie pokazano 2901. Wybór był koniecznością: publikacja zawierająca wszystkie zdjęcia byłaby zapewne ciekawa, ale raczej nie mogłaby liczyć na sukces. Trzeba jednak pamiętać, że album nie pokazuje tego, jak widzą świat dzieci, lecz jak chcą go postrzegać autorzy wyboru. Z pewną złośliwością można by przywołać stare hasło z reklamy Kodaka: wy naciśnijcie przycisk, my zrobimy resztę.

Ramę interpretacyjną dla fotografii tworzą zamieszczone na początku tomu teksty. Wypowiedź Piotra Janowskiego została wydrukowana w wersji polskiej i angielskiej. Podkreślił on naturalność i spontaniczność obrazów stworzonych przez dzieci:

Kiedy rozdałem aparaty i powiedziałem dzieciom, że mogą fotografować, co chcą, początkowo zdziwione, później coraz śmielej pytały: A mojego tatę? A krzyże przy drodze? A psa? A traktor sąsiada?

Rozbiegły się po całej okolicy. Fotografowały rodzinę, przyjaciół, wnętrza domów, zabawki, zwierzęta. Ponieważ większość z nich nigdy wcześniej nie miała aparatu w ręku, nie zdążyły przyzwyczaić się do schematu, że fotografia służy jedynie do upamiętniania rodzinnych uroczystości, a do zdjęć trzeba się zawsze uśmiechać i patrzeć prosto w obiektyw. Całkiem nieświadomie stworzyły niezwykły portret swojej rzeczywistości.

Tekst Andrzeja Stasiuka, pozbawiony tytułu, jest ni to wspomnieniem, ni to refleksją nad pamiętaniem i zapominaniem, nad minioną rzeczywistością i jej przemianami. Właściwie jedyne, co mogę o nim powiedzieć, to że jest zbędny, niepotrzebny.

Mimo tych zastrzeżeń album broni się zdjęciami. Są one po prostu interesujące – nawet wtedy, gdy zostały źle wykadrowane i naświetlone. To nie jest tak, że te obrazy zostały zrobione z ukrycia czy niepostrzeżenie. Widoczni na nich ludzie zazwyczaj pozują, ale „swoim” – zwłaszcza dzieciom – pozuje się inaczej – jakby szczerzej. No i fotografowie, którym nie powiedziano, jak fotografować. Mali autorzy wykazali się spojrzeniem, które określiłbym słowem: „czułe”.

Teksty i obrazy z albumu można znaleźć na stronie: http://stowarzyszenie.krzywa.free.ngo.pl/swia/swia.htm

W „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia de Cultura II” z 2011 r. ukazał się interesujący artykuł Magdaleny Roszczynialskiej Projekt Świat. Fotografie dzieci z Jasionki i Krzywej jako tekst zmącony. Dla autorki album to hybrydyczna całość o […] niejednoznacznych, chwiejnych relacjach nadawczo-odbiorczych, która zawiera elementy kontrowersyjne, ideologicznie, etycznie i estetycznie ambiwalentne. Poddała go interpretacji antropologicznej, odwołując się do kategorii używanych przez Clifforda Geertza. Doprowadziło ją to do wniosku, że: zdjęcia dzieci z Jasionki i Krzywej nie są tak niewinne, jak usiłuje się wmówić, ich „niemedialność” narzucana jest werbalnie. Z drugiej jednak strony (relatywny) brak doświadczenia fotografujących i brak umiejętności technicznych to rodzaj znakomicie sprawdzającego się i potwierdzającego zażyłość członków grupy kodu ograniczonego. Tekst dostępny pod adresem: http://studiadecultura.edu.pl/pdf/sdc2/sdc2-roszczynialska.pdf

autor: Tomasz Stempowski

 


Dodaj komentarz